Balkon trochę się zmienił, coś dosadziłam, coś przestawiłam... Dużo więcej podziałałam w ogrodzie (córka śmiała się, że odkrywam nowe pasje, a one nie takie nowe).
Parę fotek.
Floksy w donicach wymagają dużo wody. Ale radość jest.
Pozdrawiam.
Balkon trochę się zmienił, coś dosadziłam, coś przestawiłam... Dużo więcej podziałałam w ogrodzie (córka śmiała się, że odkrywam nowe pasje, a one nie takie nowe).
Parę fotek.
Floksy w donicach wymagają dużo wody. Ale radość jest.
Pozdrawiam.
Jeszcze trochę tych zeszłorocznych mam do pokazania. Zrobiłam całkiem sporo tych haftowanych-przeplatanych, dwustronnych. Czasem sobie myślę, że to trochę jak uzależnienie — robię falami, jedna za drugą — ale jednak trochę, a nie całkiem jak uzależnienie, bo jednak umiem bez tego funkcjonować :).
[dygrecja: korekta odróżnia dywizy od myślników w Blogerze ! Niemożliwe stało się możliwe!]
Zatem zakładka przeplatana, w granatach z czerwienią, z linią błękitu. Takie zakładki powstają bez konkretnego pomysłu, raczej są owocem zabawy kolorami, czasem też ograniczenia wynikającego z liczby bobinek zabranych w podróż. Czasem jakiś kolor wpada w oko szczególnie i potem "się układa" dalej. Czasem nie jestem zadowolona z pośrednich rezultatów i szukam przeciwagi, akcentu. Zazwyczaj udaje się ją/go znaleźć. Nauczyłam się też, że nawet jak mnie coś nie w 100% się podoba, zawsze znajdzie się ktoś, kto bez namysłu dany egzemplarz wybierze. Jak wspaniałą rzeczą jest rozmaitość gustów! ;).
Do św. Anny jeszcze parę dni, ale poranki już chłodne. Za to w dzień cieplutko, a nawet upalnie. Jeszcze mogłoby popadać nocami... Byle nie ulewnie, mam nadzieję, że tam w Mazowieckiem, Lubelskiem i na Podkarpaciu nie ucierpicie z powodu ulew czy nawet gradobicia.
Pozdrawiam serdecznie.
Letnia w sensie, że od lata, a nie od letniości. :)
O, proszę.
Kojarzy mi się z moimi chwilowo niebieskimi paznokciami (zaszalałam, a co).
Widzę, że mam tę zakładkę w dwóch odsłonach. Przypuszczam ,ze chodziło mi o pokazanie jak odmiennie wyglądają te kolory z fleszem i bez flesza.
Niektóre proste motywy geometryczne wracają na te moje zakładki jak bumerang, Zawsze jest jednak trochę inaczej - myślę, że gdybym miała zrobić dwie identyczne zakładki, bardzo bym się męczyła. Za to wszedł mi w ręce jeszcze inny projekt - mam nadzieję, że pod koniec miesiąca będę mogła się pochwalić :).
Intensywnie, jak życie.
Takie pędzące życie z zakrętami i niespodziankami. Mnóstwo kolorów. Soczyście i konkretnie.
Wydawało mi się, że dopiero co był tu wpis, ale jednak kilka dni już minęło. Kilkudniowe wakacje jednego z wnuków, spotkania, koncert (i dyżury z najmłodszym, bo jego rodzice grali w orkiestrze), podróż na pogrzeb (i wdzięczność dla Zmarłej, że zebrała na koniec taką fajną ekipę na pożegnanie), ogród... Dzieje się.
Chyba się nie chwaliłam, że udał mi się jeden projekt bardzo. Może komuś przyda się pomysł. Gdy w marcu świętowaliśmy dziewięćdziesięciolecie mojej Mamy, wskanowaliśmy zdjęcia do wspólnego oglądania na ekranie w gronie zaproszonych gości. Nie było to łatwe, część zdjęć skanowałam w środku nocy (znalazłam przy tym parę takich, których nigdy nie widziałam wcześniej!), bo miała to być, jak cała impreza, niespodzianka. Niespodzianka się udała, zdjęcia pozostały na dysku, a mnie zaczęło to korcić. No bo takie zdjęcia na dysku to są, ale kto je ogląda? Wykorzystałam więc kod zniżkowy i zrobiłam fotoksiążkę. Musiałam się pilnować, by dać tam tylko zdjęcia z Mamą (taki był zamysł), a nie robić historii rodziny. Zaczęłam od fotografii moich Dziadków, dołożyłam na koniec zdjęcia z imprezy i… nie sądziłam, że tak się to spodoba Mamie :). Warto było. (Z serca polecam korzystanie z printu(kropka)pl).
Wczoraj pierwszy raz obcinałam tak na poważnie gałęzie drzew, co trochę odczułam w kościach. Nie sądziłam, że prace ogrodowe tak mnie wciągną...
Chabrowa, modrakowa, bławatkowa - co kto woli. Takie skojarzenie.
Lubię niebieskie kwiaty. Choć oczywiście lubię i żółte, i pomarańczowe, i czerwone, i fioletowe....
Opiekuję się w tym roku trochę ogrodem Teściowej. Trochę - ot tyle, żeby miała trochę radości i nie narzekała, że nic się w nim nie dzieje. Rozpoczęta w minionym roku wojna z przymiotnem białym na razie jest moją wygraną, z czego jestem ogromnie dumna (ono mnie wciąż próbuje pokonać, ale na razie jestem górą). Nie mam w tym ogrodzie chabrów - w ogóle ja bym go urządziła inaczej (oczywiście) - ale mamy na razie nierozkwitniętą rabatkę "dla motylków", założoną przez jedną z moich córek. Może tam będą? (Mamy też dorodne dynie in spe, truskawki i rukolę o gigantycznych liściach 💚😊. Z chabrowości zakładka musi mi zatem na razie wystarczyć.
Parę kadrów balkonowych. Być może cdn. :)
(Uczciwość nakazuje przyznać, że niektóre firmy podrasowane.)
W upale dobrze jest mieć wieczorem balkon. W dzień nie za bardzo, bo on od południa...
A w ogóle to dochodzimy do temperatury filipińskich. Jedyna różnica to ta, że tam w nocy nie robi się chłodniej. 🤣
Jak w tytule.
Słodziak, prawda?
I jaki zadowolony z siebie 🤣😅.
Podziwiam kreatywność człowieka, który chciał umilić innym wędrówki.
Wieżowiec, a w nim okienka. A w okienkach kolorowe światła.
A w każdym okienku inna historia, inny świat.
Widzę że tło się też dopasowało :).
A może macie inne skojarzenia z tą zakładką?
Pozdrowienia.
Bardzo ciekawe miejsce: Stralsund, po polsku to by było Strzałowo ;)
A w tym mieście dawny szpital św. Ducha (obecnie mieszkania prywatne).
I takie okienko.
Obrazki będą bardziej z przyrodą niż ludźmi, choć ludzie w tej podróży zawsze są najważniejsi.
Ilaut znaczy nad morze.
Jedziemy na śniadanie w lokalu na plaży - wcześniej kupuje się co chce się zjeść... Wioska, czy też osiedle z lasem mangrowym, chronionym i dosadzanym (wędruje się po bambusowych pomostach). Bardzo cenimy to, że zazwyczaj bywamy w lokalach, w których jadają miejscowi - zresztą turystów z Europy w tym rejonie niewielu jest (o ile są).
Po drodze krajobraz trochę jak w Holandii. Tylko bez wiatraków... Jesteśmy na wyspie Negros, tutaj po drugiej stronie Panay.
Byliśmy - jak widać - podczas odpływu. Kapitalne światło - to jest ok. 8 rano.
Zostawiłam na chwilę towarzystwo i chłonęłam ten morski widok. Cudowny relaks.
Z końca świata.
Było pięknie. Tony wrażeń, opowieści, spotkań, rozmów...
Zostawiam Wam dwie fotki.
Z Krzyżem Południa i widokiem z samolotu...
Minęły tygodnie obfite w wydarzenia, nie zawsze proste, łatwe i przyjemne. Sporo nerwów było. Nie starczyło sił i myśli na pisanie tutaj.
Wygląda na to, że świat wrócił na dobre tory, ale wcale nie przyhamował. Zatem niestety nadrabiać zaległości blogowe będę długo.
Jutro ruszamy w kolejną podróż na nasz ukochany Koniec Świata. Z przyczyn wszystkim znanych, podróż będzie jeszcze dłuższa niż zwykle, poznamy nowe lotniska i nowe linie lotnicze. Po 26 latach znowu na chwilę (czyli kawałek trasy) wsiądziemy nawet do samolotu LOTu!
Serce trochę rozdarte, bo tak naprawdę chciałoby się być w kilku miejscach naraz. Na horyzoncie jednak jest już konkretna data, po której powinno być spokojniej. Ciekawe jak będzie 😜.
Zostawiam Wam kilka zdjęć kwiatów magnolii z soboty. Taki park w miłym towarzystwie to doskonałe nabranie oddechu ...
Czas przyspieszył jeszcze bardziej. Zacieśniam znajomość z jednym ze szpitali w mieście. Trochę niepokoju i ćwiczeń z zaufania.
No i tak wchodzę w Triduum z lekką zadyszką ale w sumie zrobiłam prawie wszystko co powinnam była zrobić - i nie, nie chodzi o porządki. :)
A za oknami i w domu wiosna. Wydzierają się sikorki i synogarlice, chyba widziałam już jerzyki.
Dobrego Triduum PT Świętującym.
U nas dokonało się w sobotni wieczór, po rozmaitych rodzinnych perturbacjach.
Stabat Mater Karla Jenkinsa w wykonaniu Chóru i Orkiestry Jordan (z naszym zięciem na pierwszym oboju, a bez naszej córki, ale dali radę).
Rewelacja.
I sama muzyka, i wykonanie.
Z serca polecam.
Zaskakujące i świeże.
Wrzucam tu w innym wykonaniu, bo "nasi" nie mają pełni praw autorskich i nie mogą udostępniać swoich nagrań.
Wstawiam link do playlisty.
https://youtube.com/playlist?list=PLhiqTw8bsqAbC3hX6jNQ-5qm8rZ6yHz-h&si=H9txLXTp_5_HSNGY
I jedna cząstka na zachętę
❇️
Przypomniało mi się, jak swego czasu trwał w naszej rodzinie czas na doktora Who. Oglądaliśmy, choć niekoniecznie wszyscy razem, niebieska budka była ważnym elementem.
Pamiętam, że wówczas "robiły mi się" zakładki z jakimiś maszyneriami czy robotami. :)
Ta, którą dziś pokażę, właśnie takiego hominida, robota, nie-wiadomo-co przypomina. Tylko hasło "Exterminate!" nabiera w dzisiejszych trudnych czasach innych konotacji. I już nie jest rozrywkowo i utopijnie.
W sam raz na dzisiejszą równonoc. Choć kolory za oknem nie tak piękne :)
Niebo niebieskie to główny element ostatnich dni. Z jednej strony radość, z drugiej - potrzeba wody.... Cieszę się jednak piękną pogodą, rozważam, czy zanosić kurtkę zimową do reperacji kieszeni już, czy poczekać, letnie spodnie za to na pewno trzeba już podłożyć... Choć - kto wie czy w obliczu wydarzeń w rejonie Zatoki Perskiej polecimy na ten nasz misyjny koniec świata. Tam najwygodniej było się przesiadać...
Zakładka zatem z niebem i całą wiosenną niebieskością.
Tym razem też krzyżyki, nie przeplatanki, na odwrocie cienki filc. I to tyle na dziś. Śmigam do innych zajęć.
Pierwszy pokazywałam jakiś czas temu, o tutaj (KLIK). Kolejny (prawdę mówiąc, powstawały prawie równolegle, dużo wtedy zakładek robiłam) jest bardziej kolorowy, bardziej nawet witrażowy. Tzn. bardziej mi się kojarzy z noszonym w umyśle archetypem witraża.
Czarne linie zamieniły zupełnie zwykłą zakładkę w coś zdecydowanie ładniejszego.
Pozdrawiam w kolejny słoneczny dzień - ale z katarem.
Trochę ostatnio jestem w ruchu, to znaczy w podróży, i cieszę się każdym drobiazgiem mówiącym, że już na nowo przyroda budzi się. Wiem, że to mało błyskotliwe, a jeszcze bardziej mało odkrywcze stwierdzenia, ale co roku mam z tego tyle radości. Bardziej trzeba się pilnować, żeby nie zagubić tych drobiazgów w pędzie życia.
Ale zacznę od wesołej, szafirkowej zakładki na meksykańskim tle.
I w zbliżeniu. Podoba mi się, że widać skomplikowany układ nici. :)
I jeszcze trochę wiosny.
Zaległości w czytaniu Waszych blogów będę nadrabiać wieczorem 😃
Pamiętacie taką piosenkę bodajże Kabaretu Otto "Idzie sobie wiosna, słychać świergot ptaka .." ("Głupie, nie?")
Piosenka piosenką, ale idzie, idzie.
Wczoraj
A dzisiaj...
Na tym dolnym zdjęciu trudniej dostrzec te klucze. Ale leciały że cztery. I wszystkie na północ!
Więc proszę darować mi jakość fotografii i cieszyć się informacją.
(Bo śpiewające sikorki to i przy zamkniętym oknie słychać).
🌿🦆🪿
Wymyślanie tytułów nie zawsze jest moją mocną stroną. Ale tutaj tło budzi wiele pozytywnych emocji - to jedna z moich ulubionych sukienek. 👩💁😅😜
Zakładka też fajna, trochę ciemna, ale na tym polega jej urok.
Najpierw zbliżenie.