14 lipca 2026

URODZINY SPEDZONE W PUDLE

Znowu pisze, jakos nie dane mi jest trzymac przyrzeczenia niepisania.

 Tym razem przynajmniej temat lekki i przyjemny: 

kicia corki ktorej oficjalne imie jest Penelopea a skrotowo nazywana Pea, obchodzi 8me urodziny a te sa oszacowane "na oko" jako ze jest ulicznym znaleziskiem - zupelnie jak moja Bella, obecnie 5cio letnia. Z tej okazji w piatek otrzymala prezencik od syna, z Bostonu.

 Gdy tylko paczke z pod drzwi corka przyniosla do srodka Pea, jak kazdy kot bo maja opinie ciekawskich, zaraz sie zainteresowala a jeszcze nawet przed otwarciem, przed zobaczeniem co w pudelku jest wpadla w stan euforii czy czegos blizej nieokreslonego a charakteryzujacego sie nadmierna aktywnoscia, ruchliwoscia. Corka miala problem paczuszke odwinac bo Pea wyrywala ja z reki, corke drapala i probowala odebrac. Po otworzeniu okazalo sie ze to ptak. Pea momentalnie przejela go pod swa opieke zawlekajac do pudelka-drapaka, przytulajac, lizac, obejmujac lapami, kladac sie przy nim i nie dajac corce nawet ogladnac.

Image


 Nastepnie corka sprawdzila instrukcje obslugi ptaka bo po pierwsze myslala ze wypchany jest catnip a on tak dziala na koty dajac im stan euforii zamiast uspokojenia - catnip, a nie wiem jak sie nazywa po polsku to mieszanka roznych aromatycznych ziol i wiele kocich zabawek jest nimi wypchane - a takiej zabawki nie chciala dla kota wiedzac ze ino koty "oglupia" - drugie to ten ptak jest bateryjny i przed uzyciem trzeba zaladowac podobnie jak telefon czy inne gadzety. Okazalo sie ze nie jest wypchany tym catnip co dobrze.

Image

Image


 Na sile kotu odebrala zabawke dostajac jeszcze wiecej zadrapan i podlaczyla do ladowania a kot wskoczyl na kontuar i ptaka wyszarpal z gniazdka zanoszac spowrotem do drapaka. Ten drapak juz jest troche sfatygowany a takze dosc ciasny bo Pea to duzy i gruby kot, ale to drapak nie lozko wiec nadal sluzyl. Bidna corka znowu na sile musiala odebrac ptaka tym razem zanoszac do ladowania do innego pokoju i zamykajac drzwi. Pea oczywiscie siadla pod drzwiami glosno placzac i drzwi drapiac, w koncu wrzeszczec jakby ja zywcem skorowano. Trwalo to dosc dlugo no bo dopoki zabawka sie nie naladowala. Wtedy przyniosla go do pokoju, wlaczyla a ptak zaczal machac skrzydlami, podskakiwac i cwierkac - na co Pea dostala jeszcze wiekszego obledu. Lapala go gdy podskakiwal, zanosila do pudla a on stamtad wyskakiwal wiec wciaz go lowila i wkladala az sie bateria wyladowala. Corka postanowila juz nigdy nie ladowac, mowiac ze wystarczy taki jak jest, nieruchomy bo szalony kot, cwierkajacy ptak w domu to za duzo na jej nerwy !!!!! 

Image

Image


 Trwalo to cale popoludnie i wieczor a Pea tak sie ptakiem zajela ze ani nie poszla na patio, ani nie jadla ani nie uzyla kuwety. Ciagle tylko lezala z tym ptakiem w drapaku przytulajac go, lizac, gdy drzemala ze zmeczenia to trzymala na nim glowe albo obejmowala go i tak bylo caly weekend.

 Gdy wczoraj wrocili z pracy jedzenie bylo ledwie ruszone i tylko jedne siki a Pea w pudle przytulona do swego ptaka ktory dostal imie Sam. Na noc corka przelozyla go na lozko w goscinnym pokoju na ktorym kot czesto spi by sobie spala wygodnie zamiast w ciasnym pudelku w ktorym tak sie gniezdzila ze oddarla mu jeden bok ale nie, Pea wziala go w zeby i przeniosla do pudelka. Gdy patrze na zdjecia bo dostalam ich ze 30 + kilka video to zupelnie kojarzy mi sie z kwoka - albo ptakiem - wysiadujace jajka 😄 

To zaczelo sie w piatek, dzis gdy pisze jest wtorek rano a Pea nadal ze swoim ptakiem w pudle. 

Image


Syn nie tylko jest niezmiernie zaskoczony radoscia jaka stworzyl kotu ale nawet dumny z tego trafnego urodzinowego prezentu - i to mnie niepokoi  bo wcale nie chce by mu strzelilo do glowy przyslac podobny dla Belli. 

12 lipca 2026

NADAL......

....nie mam o czym pisac tym bardziej ze nauczona przeszloscia tematow politycznych czy spolecznych nie chce poruszac.

Dziele sie wiec tematyka spraw rodzinnych co nie koniecznie jest ciekawe dla blogowiczow.

Opisze projekt przeprowadzki syna z Bostonu tu do nas czyli miejsca zamieszkania corki/ziecia i mnie - na Floryde ktoremu juz urosla juz broda ze starosci ale moznosc przeprowadzki byla uzalezniona kilkoma warunkami wiec czekalismy az wreszcie nadchodzi pora, rawdopodobnie pod koniec sierpnia. Jednym z warunkow - oprocz ogolnej niecheci jako ze syn jak ja nie lubi tutejszego klimatu i wciaz jednakowej przyrody - bylo to ze oddali go to od synow. Obecnie juz drugi, mlodszy, wyjedzie na swa uczelnie wiec ta przeszkoda zniknela - beda sie wzajemnie odwiedzac.

 Gdy tylko zrobilo sie coraz blizej rozpoczecia dzialan w tym kierunku ziec zaczal miec powazne problemy z kregoslupem a jako ze zawiodly wczesniejsze metody leczenia orzeczono ze tylko operacja moze pomoc. Czekal na nia jak na zbawienie bo wczesniej musial przejsc przez inne metody leczenia a zalecone przez ubezpieczalnie co trwalo kilka miesiecy az w koncu mialo sie stac jutro, 13 lipiec. By jeszcze bardziej zieciowi wydluzyc meki i czekanie to od piatku lezy z ciezka grypa i goraczka przez co operacja zostala odwolana. Dostanie nowy termin gdy wyzdrowieje ale jak odlegly to nie wiadomo gdyz on chce sie trzymac tego samego chirurga, nie korzystac z innego chocby nawet dawal wczesniejszy termin. Ta operacja unieruchomi go na dosc dlugi czas - nie wiemy na ile bedzie sprawny by sie samemu obslugiwac - glownie czy bedzie mogl bez pomocy uzywac toalete, co wiemy to ze nie bedzie mogl wrocic do pracy, jezdzic autem przez 6 tygodni. Plan byl taki ze pierwszy tydzien po operacji corka wezmie urlop opiekunczy, pozniej ja bede pielegniarka, zaopatrzeniowcem, ta ktora przygotowywuje posilki a takze zajmuje sie kotem i kwiatami - gdyz corka musi rozsadnie rzadzic sie urlopem czesc trzymajac na wyjazd do Bostonu by synowi zorganizowac przeprowadzke.

 Wtedy wygladalo niezle, bezkonfliktowo jako syn musi opuscic obecne mieszkanie z konczem sierpnia bo wtedy wygasa mu umowa. Administracje apartamentow robia tak ze o dacie wyprowadzki albo zamiaru nie przedluzania umowy chca wiedziec 2 miesiace wczesniej - jesli sie tego nie dotrzyma mozna nadal mieszkac ale placi sie inaczej , duzo wiecej, czego kazdy stara sie uniknac. Wygladalo wiec ze jesli operacja ziecia i najgorsze tygodnie rekonwalescencji beda miec miejsce lipiec i moze poczatek sierpnia to pozwoli uniknac zderzenia sie dwoch wydarzen - ale przesuniecie operacji ziecia duzo zmienia i zostawilo nas w wielkiej niewiadomej. Ja w duchu mysle ze latwiej jest uzgodnic dzien operacji na taki dogodny nam wszystkim - jednym slowem danie przeprowadzce pierwszenstwo ale nie mowie tego na glos by mnie nie obrugano a moze nawet wypisano z rodziny. Uzgodnienie nowego terminu to sprawa jednego telefonu czy wizyty - przesuniecie daty wyprowadzki syna jest bardziej skomplikowane i angazujace wiele firm - jego administracja mieszkaniowa, prad, woda, internet i moze wiecej o ktorych nie wiem, a takze przeciez trzeba zamowic firme przeprowadzkowa, druga do przewozu samochodu a te firmy i agencje gdy juz umowione jest ciezej przesuwac  no i takze miec tutejszy apartament oplacony i klucze w reku. A syn nawet nie zdecydowal ktory z trzech kandydatow wybiera zwalajac ta decyzje na nas. Z tych trzech ja jednego nawet nie biore pod uwage a corka tak wiec co narazie nie zgadzamy sie miedzy soba. Powtorze - ja naprawde mysle ze prosciej poczekac z operacja na po przeprowadzce co dawaloby takze inna korzysc - bo gdyby syn tu juz byl to tez moglby pomagac w pielegnowaniu ziecia a takze byc mu towarzystwem. Co wiecej - przeciez musimy rowniez znalesc czas na urzadzanie nowego mieszkania syna bo absolutnie kobieca reka bedzie przydatna. 

 Gdy tak z corka rozwazalysmy te rozne opcje jak sprawy moga sie obrocic, na co musimy byc przygotowane, corce przyszedl do glowy jeszcze jeden problem ktory pozornie jest smiesznym ale nie dla syna - jego KWIOTKI !!!!!

 Gdy sie urzadzal w obecnym apartamencie to od znajomych dostal doniczkowe kwiaty, 4 albo 5 roznych jako ze ciezko obdarowac kogos kto wszystko ma, na dodatek singla. Wtedy te kwiaty byly mlode ale z czasem sie rozrosly i zmusily nawet do rozsadzania z czego zrobilo sie ich pewnie z 10 albo wiecej. Syn dawal im super opieke - ma trzy rodzaje ziemi by kazdy kwiat otrzymywal odpowiednia, uzywa nawozow scisle przeznaczonych do gatunku, skorupy z jajek magazynuje i pozniej mieli je walkiem do ciasta na drobniutki pyl dodajac do ziemi. Gdy przyjezdzal do nas co czasem trwalo 2 tygodnie a czasem miesiac uruchamial system podlewania co bylo duza robota - od kuchennego kranu rurka rozprowadzala "kroplowke", wode do innych rurek a te miala kazda doniczka. Jak mu sie chcialo to nie wiem - ja mam jednego zywego kwiatka i wydaje mi sie za duzo. Syn wciaz przysyla nam zdjecia tych kwiatow bo naprawde dobrze mu sie chowaja, sa dorodne, zdrowe i kwitna a on jest bardzo z nich dumny.

Image

Image

Image

Image


 Wczoraj wiec po raz setny obgadujac i ustalajac co i jak zaleznie od sytuacji corka mi mowi ze dotarl do niej dodatkowy problem - te kwiaty - bo syn ich absolutnie nie porzuci czy rozda tylko bedzie chcial je tu przywiesc a nie mozna przywozic roslin z jednego stanu do innego, firma przeprowadzkowa odmowilaby ich zabrania. Jedyny ratunek to przywiesc samochodem.

Wtedy ja sie zlapalam za glowe bo podroz samochodem z Bostonu do nas to bardzo dluga wycieczka w porownaniu do samolotowej. Samolotowi zajmuje 3 godziny, samochodowi kilkanascie, 1459mil = 2349 kilometrow.  Pamietam ze gdy w roku 2008 pomagalismy synowi w przeprowadzce z Arkansas do Bostonu a byla robiona przez nas samych - owczesna zona i malency synowie polecieli samolotem, przyjaciel syna obeznajmiony z prowadzeniem duzego trucka przewozil meble, syn jeden z ich samochodow a maz i ja jechalismy ich drugim samochodem. Co prawda nie spieszylismy sie i mogli po drodze stawac na posilki i toalety, ale i tak meza umeczylo wiec nocowalismy w hotelu. Ile godzin nam zajelo nie pamietam ale co najmniej 15, noclegu nie liczac. 

Gdyby tak sie stalo przez te kwiaty to oczywiscie byloby ich dwoje kierowcow do zmieniania sie ale syn nie moze prowadzic samochodu dluzej jak godzine na raz wiec glownym kierowca bylaby corka. Co narazie nie mowimy synowi o tej niemozliwosci przewozu kwiatow by go nie denerwowac a moze i calkiem zrezygnowac z przeprowadzki, hehe ale moze sie stac ze przyjada samochodem. Oszczedzi to oplate jego transportu ale czy warto oplacic trudem i czasem? Nie bardzo.

Radzilam mu zaczac pomalu pozbywac sie zimowych ubran i butow tu niepotrzebnych oprocz paru na wypadek gdyby sie w zimie wybral odwiedzic synow ale odmowil mowiac ze przywiezie wszystkie bo gdy mu sie na Florydzie nie spodoba to wroci do Bostonu. Troche racji w tym jest a takze swiadczy jak nadal brak mu ochoty na mieszkanie w tropikach.

Kiedy i w jakiej kolejnosci sie nam pouklada nie wiem, co wiem to ze dwa nadchodzace miesiace beda bardzo meczace - nawet dla Belli bo zanosi sie ze w swoim domu bede gosciem. 

5 lipca 2026

KLOPOTLIWY NADMIAR

Wczoraj, wlasciwy dzien obchodu 4 July, zgodnie z planem grillowalismy u corki goszczac dwie znajome pary malzenskie.

 Oprocz tego co corka przygotowala do konsumpcji moim wkladem byla salatka jarzynowa, szaszlyki a do nich moj slawny ryz okraszony przysmazonym boczkiem, zielonym groszkiem i pimientos. Ziec byl tym ktory zajmowal sie grillowaniem bo oprocz szaszlykow byly hamburgery i polskie kielbaski. 

Poniewaz mielismy goraca i wilgotna pogode posilek spozywalismy wewnatrz zamiast na tarasie, w klimatyzacji, jednak wciaz ktos sie krecil przy basenie by towarzyszyc przy grillu zieciowi albo wyskakujac na papierosa. 

Na to wszystko sasiad zza plota kogo zobaczyl to zaczepial blagajac by zechcieli owocow mango. Okazalo sie ze on co roku ma klopot z tymi owocami jako ze jego mangowe drzewo teraz owocuje, ma ich bardzo duzo a on nie ma co z nimi zrobic wiec rozdaje. Wczesniej corka mi o tym mowila bo juz wziela od niego dwie torby owocow , zawiozla do pracy by tam kto chce zabral sobie. Sasiad nie pierwszy rok ma z tymi owocami klopot, w sumie coraz wiekszy bo drzewo sie rozrasta, rodzi coraz wiecej owocow a chetnych nie ma. Codziennie zbiera te dojrzale, opadniete, kladzie na stoliku przy ulicy by sobie sasiedzi pozabierali ale zabieraja niewiele bo to nie sa owoce zbyt popularne. Jemu zal wyrzucac a robia balagan gdy opadna bo albo gnija zapaskudzajac trawnik albo przywabiaja ptactwo i inne zwierzeta, wpadaja mu do basenu  - wiecej z nimi klopotu niz pozytku. 

Podobne zazalenia slyszalam od innego znajomego, majacego drzewko pomaranczowe. Ta rodzina tez nie moze przejesc pomarancz bo przeciez wszystkie owoce dojrzewaja w tym samym czasie i ilez pomarancz dziennie mozna przejesc? Lepiej kupic w sklepie kiedy i ile sie potrzebuje niz miec w ogrodzie.

 A samo drzewo mangowe wyglada spektakularnie - na nim sa jeszcze nie calkiem dojrzale mango, sa gotowe gdy przyzolkna.

Image

Image


Nasi znajomi wzieli sobie po dwie sztuki mango, corka znowu kilka z mysla ze w poniedzialek zawiezie do pracy - czyli za wiele sasiadowi nie ulzylismy. 

Podobny klopot, oprocz drzew cytrusowych, jest z kokosami. Czesto kokosowe palmy rosna w miejscach publicznych, np parkingowych. Owoce kokosowe sa niezmiernie twarde i ciezkie, gdy dojrzeja to spadaja i gdyby komus spadl na glowe to moze zabic a jesli na samochod to powaznie go uszkodzic. Sluzby miejskie jezdza wiec po miescie i odcinaja je zanim dojrzeja i sa gotowe do opadniecia. Wlasciciele domow i ogrodow nauczyli sie nie sadzic takowych przy swych posiadlosciach. 

Przezylam ten dzien bez upatrzonej sukni ubierajac czerwone "rybaczki" i bialo niebieska bluzke. Cieszylo mnie rowniez ze wieczorem, po powrocie do domu, slyszalam tylko kilka petard ale szybko ustaly wiec noc mialam cicha. 

30 czerwca 2026

GLOWNIE O UDANYCH SOBOTACH A ZRUJNOWANEJ NIEDZIELI

Gdy tylko zapowiedzialam ze nie bede blogowac z powodu braku interesujacych tematow, znalazlo sie kilka a z nich opisze 3. Zaden wazny, zaden zbyt interesujacy, ot takie tyczace zycia rodzinnego i codziennego. Poniekad dobrze bo nikt nie potrzebuje w swym zyciu dramatow i tragedii, takie drobne wybryki zyciowe, nic szkodliwego na zdrowiu czy zyciu wystarczaja. Jako ze ich tematyka kompletnie odmienna calosc wpisu podziele na 3 czesci. 

                                                                 *

Poprzednia i ostatnia sobote corka i ja spedzilysmy na ogladaniu apartamentow szukajac odpowiedniego dla syna ktory planuje przeprowadzic sie w poblize nas moze sierpien-wrzesien. 

To szukanie i jezdzenie bylo o tyle ulatwione ze corka niejeden ogladala gdy dwa lata temu szukala dla mnie. Miala wiec sprecyzowane pojecie do ktorych warto zajrzec a biorac pod uwage 4ry umowila wizyty na dwie rozne soboty . Widzialysmy wiec cztery rozne a podobne bo wymogi syna i jego budzet dyktowaly ktore brac pod uwage. Poza budzetem jego wymogi byly male - cztery sciany i lazienka. A my nie bylybysmy soba trzymajac sie tej wytycznej scisle bo obie uwazamy ze nawet singel powinien mieszkac bardzo przyzwoicie i wygodnie.

 Wszytkie kompleksy apartamentowe - oprocz takich dla milionerow - maja to samo jesli chodzi o zewnetrzny wyglad, amenities czyli wspolne dla wszystkich miejsca jak basen, dom klubowy, silownia, sala gier, billard, sala konferencyjna lub bankietowa, place zabaw dla dzieci, park dla psow, odbieranie smieci spod drzwi i tym podobne. Apartamenty tez - podobny wybor, podobne metraze, roznica moze byc iz np modele jednosypialniowe sa w 4rech wersjach rozniac sie metrazem co oznacza rozna wielkosc pomieszczen, rozmiar i rodzaj pralni, obecnosc lub brak spizarni no i oczywiscie lazienki i kuchni. Bralysmy wiec pod uwage budzet ale wcale nie kierowalysmy sie tym co syn chcial - minimum. Jeden apartament, akurat o najwiekszym balkonie ktory raczej byl tarasem niz balkonem odrzucilysmy bez namyslu bo przeciez byl wyciety z calosci mieszkania a okazalo sie ze kosztem rozmiaru kuchni i lazienki. Agentka prezentujaca go na tym tarasie sie skupila uwazajac za najwiekszy atut a dla nas mial male znaczenie bo to przeciez nie jest pomieszczenie w ktorym sie mieszka.

 Nastepny widziany tego dnia tez byl ok ale jakis ciemny, jego pralnia to byla tylko wneka mieszczaca pietrowa pralke/suszarke, wykonczenia mial z gorszej polki wiec nawet dobra cena nas nie zachecila choc syn napisal ze moze byc.... Natomiast w ostatnia sobote widzialysmy dwa takie ktore zabily nam cwieka oba bedac takimi z wysokiej polki a w budzecie, oba majac 90 m kw powierzchni, obszerne kuchnie, obszerne lazienki, oprocz glownych garderob kilka mniejszych jak osobne na reczniki/posciel, spizarki, oba mialy dobre pralnie, jeden nawet taka wchodzaca co pozwoli trzymac w niej odkurzacz, miotle, mop i inne drobne rzeczy. Ten podobal mi sie, pamietam nawet ze corka mi go rekomendowala gdy ja szukalam dla siebie a odrzucilam przez jeden szczegol - bo do takiego na wyzszym pietrze jak chce syn nie chcac miec nikogo nad glowa, wchodzi sie do jakby przedsionka z ktorego wioda wioda wewnetrzne schody do wlasciwego mieszkania. Czyli przy salonie ma sie schody i w dodatku strome. Pamietam ze ten apartament bardzo mi odpowiadal ale odrzucilam przez te glupie schody gdyz wydawaly mi sie niebezpiecznymi , zadna ozdoba mieszkania a w sobote zmuszona po nich sie poruszac bylam zadowolona ze sie na niego nie schytrzylam. Syn znowu powiedzial ze te schody by mu nie przeszkadzaly ale ja mam obawy i poprosze by sie dobrze zastanowil nad decyzja. W tym kompleksie inaczej postepuja z garazami niz w moim - u mnie, poniewaz ich malo, nie wystarczajaco dla wszystkich tym bardziej ze przewaznie ludzie maja 2-3 wehikuly, zapisuje sie na liste chetnych i czeka, w tym kompleksie o ladnej nazwie Windsor garaze, tez nieliczne, sa przypisane do apartamentu - wynajmujesz akurat taki majacy garaz to go masz od reki. Przez to wynika sytuacja ze jesli akurat mieszkanie stoi puste to garaz tez. Ten kompleks ma wszystko co moj, plus korty tenisowe i stanowiska do odkurzania samochodow. 

 Bardzo nam sie podobalo to ogladanie apartamentow, znajac ilosc i wielkosc syna mebli i rzeczy meblowalysmy je w mysli by ocenic czy sie swobodnie pomiesci, nawet dekorowalysmy wiedzac ze bedziemy kupowac zaslony, lampy stojace, sofe i fotel, dywany a czesc tego mozemy zrobic zanim jego meble tu dotra. Wiem z przeszlosci bo tu w USA przeprowadzalam sie 6 razy ze lubie - lubie chodzic i wybierac dom, lubie pozniejsze umeblowywanie i dekorowanie, moja corka rowniez - ale wyglada ze to juz poza nami, ze jestesmy usadzone na miejscu wiec wyzylysmy sie troche przez te dwie soboty 😂.

                                                                  **

Nazajutrz, w niedziele, okazalo sie ze wszystkie moje gadzety sztuk 3 - laptop, telewizja i telefon  - nie dziaja prawidlowo, chwilami wogole jedynie informujac o braku polaczenia a to mi bylo dziwne bo kazdy mial znaczek mowiacy ze mam WiFi. Rozpytywalam sie corki co to moze znaczyc bo w naszej rodzinie ona jest ta rozeznana w temacie, potrafiaca wiele naprawic, ustawic, ta do ktorej lecimy z prosba o pomoc elektroniczna. Poniewaz juz wczesniej mialam podobny problem gdy to okazalo sie iz jedynie technik mojego serwera moze naprawic pierwsze co doradzila to zamowic jego wizyte zarazem dodajac ze bedzie w miescie wiec wpadnie do mnie zobaczyc co sie dzieje i moze samej naprawic. Wtedy, jako ze byla niedziela, bardzo dziekowalysmy losowi ze mieszkamy w kraju pracujacym w niedziele majac otwarte sklepy, wiele punktow uslugowych, w tym wlasnie pracujace AT&T ktore na moje zamowienie napisalo ze technik przyjdzie pomiedzy 12ta a 4ta po poludniu. Duzy przedzial czasu ale nie moga scislej okreslic bo niemozliwym jest przewidziec ile czasu spedza z innymi klientami.

 Corka faktycznie wpadla przy okazji przynoszac mi duzy zapas wody zrodlanej, 3 butle kazda czterolitrowa. Niestety sprawdzajac te moje gadzety  nie udalo sie przywrocic normalnego polaczenia wiec czekalysmy siedzac przy kawie i obgadujac przeprowadzke syna, dyskutujac za i przeciw kazdego widzianego mieszkania - az do przyjscia technika. Ogladnal, stwierdzil w czym problem a byl takim jak wczesniejszym razem - fiber optic - naprawil co trwalo moze pol godziny i wszytko dziala nalezycie. No powiedzcie czy nie fajnie mamy iz swiatek czy piatek mozemy korzystac ze sklepow i innych uslug? 


    


                                                       *** 

Jako ze nadchodzi swieto 4 JULY, tym razem bardziej huczne gdyz bedzie 250 rocznica urodzin USA, mamy plany osobistych celebracji: w sobote corka bedzie goscic dwa znajome malzenstwa - czego plusem jest ze oba bezdzietne! - bedziemy grillowac i po zmroku podziwiac sztuczne ognie, w niedziele ida na grillowanie do jednych z nich ale ja nie pojde, jeden wieczor towarzyski mi wystarczy tym bardziej ze przy takich okazjach przebywa sie duzo na zewnatrz a poniewaz jest goraco takie spotkania zamiast byc przyjemnoscia sa dla mnie wyczerpujace.

 Czasem mi odbija wiec na ta okazje zachcialo mi sie kupic symboliczna suknie, oto ona: 

Image


jednak corka delikatnie dala mi do zrozumienia ze po pierwsze troche zbyt frywolna do mego wieku, drugie ze po co? ilez razy ja zaloze, moze tylko ten jeden? Zrezygnowalam wiec ale z wielkimi oporami bo bardzo mi sie podobala i spasowana do okazji. A gdy widzialam jak corke umeczylo wnoszenie wody na moje drugie pietro zapisalam sie do mojego spozywczego sklepu na dostawe produktow do domu - niech oni sie mecza wnoszeniem, bedzie to wygoda dla mnie i corki a oplata za usluge jest bardzo niska. Podrzuca mi pod drzwi i sprawa zalatwiona. 17 lipca jedziemy na koncert rockowy do West Palm Beach - posluchac  zespolu Lynyrd Skynyrd.

A ziec widzac moja kwasna mine z powodu sukni kupil mi nagrode pocieszenia - nalepke na samochod. Jak nie uznaje nalepek, zwlaszcza lodowkowych, to ta spodobala mi sie bedac skromna i delikatna wiec przylepilam i mam:


Image