W maju miałam L4 dłużej niż bym chciała. Więc na liczniku 17 książek. Co warte odnotowania, nie było żadnej porażki i książki, której nie polecam nikomu. Były dwa średniaki, ale były to raczej książki, które się czyta i zapomina. A nie, że pamięta się latami, jakie to gnioty. Więc od razu przechodzimy do poleceń, i postanowiłam wybrać z tych 17 pozycji, te najlepsze, które uważam, każdy powinien przeczytać 🙂
Może w innym życiu, Taylor Jenkins Reid.
„Może w innym życiu” to książka, która bierze na warsztat jedno z najbardziej intrygujących ludzkich pytań: „Co by było, gdyby…?”. Reid, znana z późniejszych wielkich hitów, w tej nieco wcześniejszej powieści z 2015 roku serwuje nam niezwykle ciepłą, mądrą i lekką w odbiorze historię o przeznaczeniu, miłości i potędze przypadku.
Główną bohaterką jest Hannah Martin, dwudziestodziewięciolatka, która zupełnie nie wie, co zrobić ze swoim życiem. Po latach tułaczki po różnych miastach i pasmie miłosnych oraz zawodowych porażek, wraca do rodzinnego Los Angeles. Zatrzymuje się u swojej najlepszej przyjaciółki, Gabby, i próbuje zacząć od nowa.
Podczas imprezy powitalnej w barze Hannah spotyka Ethana ,swoją wielką, licealną miłość. Koło północy dziewczyna staje przed z pozoru błahą decyzją: wracać do domu taksówką razem z Gabby, czy zostać w barze dłużej i pozwolić Ethanowi odwieźć się później?
W tym momencie książka dzieli się na dwie alternatywne linie czasowe, a autorka prowadzi je równolegle w kolejnych rozdziałach:
W scenariuszu A: Hannah decyduje się wyjść z przyjaciółką.
W scenariuszu B: Hannah zostaje w klubie z Ethanem.
Jedna mała decyzja uruchamia lawinę zdarzeń, która całkowicie zmienia bieg jej życia, stawiając na jej drodze zupełnie inne wyzwania, tragedie i radości.
Reid mistrzowsko przeplata obie historie. Choć losy Hannah w obu rzeczywistościach toczą się zupełnie inaczej, autorka bawi się detalami – pewne motywy, przedmioty (jak choćby powracający cynamonowy rolls) czy postacie pojawiają się w obu światach, ale w innych kontekstach.Ciekawość, jak potoczą się oba scenariusze, nie pozwala odłożyć książki.
Choć wątek miłosny jest tu silny (i bardzo satysfakcjonujący),„Może w innym życiu” to przede wszystkim opowieść o przyjaźni i szukaniu własnej tożsamości. Relacja Hannah z Gabby jest jednym z najpiękniejszych punktów tej książki . Bezwarunkowa, lojalna i pełna wsparcia przyjaźń, niezależnie od wybranej przez bohaterkę ścieżki.
: Książka niesie ze sobą niesamowicie podnoszącą na duchu myśl. Reid sugeruje, że w życiu nie ma jedynej „właściwej” drogi. Nawet jeśli popełnimy błąd lub spotka nas tragedia, ostatecznie i tak jesteśmy w stanie odnaleźć szczęście i sens. Nasze życie nie zależy od jednego idealnego wyboru – zależy od tego, co zrobimy z kartami, które akurat dostaliśmy od losu.
„Może w innym życiu” to urocza, momentami wzruszająca, a momentami dająca do myślenia powieść o tym, że przeznaczenie i tak znajdzie do nas drogę, bez względu na to, o której godzinie wyjdziemy z imprezy. Świetna, odprężająca lektura!
Musimy stanąć twarzą w twarz z konsekwencjami na dobre czy na złe. Nie uda nam się ich wymazać, bo powiemy, że nie chcieliśmy. Los czy nie los, nasze życie i tak jest skutkiem naszych wyborów. Zaczynam myśleć, że jeśli się tego wypieramy, to wypieramy samych siebie.
Była żona, Ursula Parrott
„Była żona” to jedna z tych książek, które po latach niebytu wracają na rynek wydawniczy i potrafią wywołać absolutny zachwyt Choć została wydana po raz pierwszy w 1929 roku, czyta się ją tak, jakby powstała zaledwie kilka lat temu. To genialny, boleśnie szczery i bezlitosny portret narodzin nowoczesnej kobiety, napisany w rytmie nowojorskiego jazzu.
Główną bohaterką jest Patricia, młoda, inteligentna dziewczyna mieszkająca w Nowym Jorku u schyłku szalonych lat dwudziestych. Patricia ma wszystko, co miało definiować nowoczesność tamtej epoki- pracę w reklamie, modne ubrania, niezależność i męża, Petera, którego bezgranicznie kocha.
Sielanka kończy się w momencie, gdy Patricia przyznaje się mężowi do jednorazowej, nic nieznaczącej zdrady. Peter, mimo że sam nie jest święty, nie potrafi udźwignąć urazy, niszczy małżeństwo i odchodzi. Patricia zostaje rzucona na głęboką wodę z etykietą, która w tamtych czasach paliła żywym ogniem, staje się „byłą żoną”.
Aby zagłuszyć ból, odrzucenie i samotność, bohaterka rzuca się w wir nocnego życia Manhattanu. To życie pełne nielegalnego alkoholu, przygodnego seksu, przyjęć do rana i prób posklejania złamanego serca.
Parrott pisała o rzeczach, o których w 1929 roku kobiety głośno nie mówiły. Aborcja, antykoncepcja, kac moralny, mechanizmy obronne po rozstaniu i podwójne standardy moralne mężczyzn i kobiet. Autorka nie bawi się w moralizatorstwo; pokazuje rzeczywistość taką, jaka była.
Największą siłą książki jest ewolucja Patricii. Parrott genialnie pokazuje, jak wolność, o którą walczyły ówczesne sufrażystki, w zderzeniu z rzeczywistością okazuje się dla kobiet trudnym i słodko-gorzkim ciężarem. Patricia uczy się, jak być niezależną nie dlatego, że to modne, ale dlatego, że musi przetrwać.
Myślę, że to idealna lektura dla moli książkowych, którzy cenią literaturę z mocnym rysem emancypacyjnym, świetnym stylem i melancholijnym, ale bystrym humorem.
To fascynujący dokument epoki, który udowadnia, że niezależnie od dekady i stulecia, ból po stracie miłości i proces szukania samej siebie smakują dokładnie tak samo. Powieść hipnotyzuje, czasem smuci, ale przede wszystkim ogromnie imponuje literacką odwagą. Zdecydowanie warto mieć ją na swojej półce!
Przeżyłam to, a nawet odkryłam, że po pierwszej milości można pokochać ponownie – równie mocno lub bardziej, ponieważ człowiek więcej wie i rozumie.
Ostatnie rozdanie, Wiesław Myśliwski.
Ostatnie rozdanie to monumentalna, głęboka i niezwykle intymna powieść, która wciąga czytelnika w labirynt ludzkiej pamięci.
Punktem wyjścia i głównym rekwizytem powieści jest stary, papierowy notatnik z adresami . Rzecz w dzisiejszych czasach praktycznie zapomniana. Bezimienny narrator, będący w dojrzałym wieku, wertuje go, natrafiając na nazwiska ludzi, z którymi kiedyś skrzyżowały się jego drogi. Niektóre z tych osób odegrały w jego życiu kluczowe role, inne były tylko epizodem, o wielu zupełnie już zapomniał.
Każde nazwisko, inicjał czy przekreślony numer telefonu staje się pretekstem do snucia opowieści. Myśliwski nie buduje tu jednak klasycznej, linearnej fabuły. Powieść przypomina raczej tasowanie i rozdawanie kart (stąd genialny, wieloznaczny tytuł) Wspomnienia z dzieciństwa przeplatają się z dorosłością, relacjami z rodzicami, dawnymi miłościami (na czele z tajemniczą Marią) oraz przypadkowymi spotkaniami.
Myśliwski pokazuje, że nasza przeszłość nie jest wyryta w kamieniu. Pamiętamy wybiórczo, idealizujemy, zmieniamy fakty. Narrator próbuje poprzez spisane nazwiska zrekonstruować samego siebie, ale odkrywa, że człowiek istnieje tylko w relacji z drugą osobą.
Książka jest podszyta melancholią, ale nie jest to melancholia rozpaczliwa. To raczej mądre, dojrzałe pogodzenie się z faktem, że życie nieuchronnie zmierza do końca, a tytułowe „ostatnie rozdanie” zbliża się wielkimi krokami.
Język Myśliwskiego to absolutne mistrzostwo świata. Jest niespieszny, melodyjny, pełen potocznych mądrości, które brzmią jak najgłębsze aforyzmy. Autor potrafi pisać o rzeczach banalnych, takich jak kupno butów, w taki sposób, że stają się one metaforami ludzkiej egzystencji. Ta książka wymaga od czytelnika uwagi i zwolnienia tempa.
Ostatnie rozdanie to literatura najwyższej próby, która nie daje prostych odpowiedzi, ale zmusza do spojrzenia we własny, wewnętrzny notes z adresami.
Mówi się, co prawda, być sobą. Mówi się w zuchwałym przekonaniu o stałości naszego ja. Powtarza to każdy. Lecz być sobą tak naprawdę nic nie znaczy. Aby być sobą, trzeba być kimś, to znaczy wiedzieć, kim się jest. A jak możemy to ustalić, zagubieni wśród ciągle zmieniających się wyobrażeń siebie?
Ona coś knuje, Sara Goodman Confino
Jenna i Evelyn, babcia i wnuczka w szalonej, ale bardzo wzruszającej podróży. W podróży do przeszłości, ale po lepszą przyszłość.
Małżeństwo Jenny właśnie się rozpadło, a było takie szczęśliwe! Dziewczyna wróciła do rodziców i rozgościła się w marazmie. I z tego stanu wyrywa ją babcia i wspólna podróż. Jenna nie tylko może spędzić z babcią więcej czasu, ale przede wszystkim lepiej ją poznać i poznać historię jej wielkiej, acz niespełnionej miłości.
To historia, która wzrusza i wywołuje uśmiech na twarzy. Napisana jest lekko, przyjemnie, i naprawdę wciągająco. Bardzo podobała mi się zarówno współczesna perspektywa, jak i historia Evelyn sprzed pół wieku.
Myślę, że to świetny wybór na wakacyjną lekturę. Taką, która choć lekka i przyjemna, to daje szczerą nadzieję na to, że nigdy nie jest za późno na miłość.
Możesz przejmować się drobiazgami albo żyć.
Lato marnotrawnych, Barbara Kingslover
„Lato marnotrawstwa” Barbary Kingsolver to powieść, w której można się po prostu zanurzyć. To książka mądra, zmysłowa i niezwykle kojąca.
Akcja dzieje się w górzystych rejonach Appalachów w Wirginii. Kingsolver prowadzi trzy równoległe wątki, które splatają się w jedną opowieść o życiu, odrodzeniu i skomplikowanych relacjach człowieka z naturą. Mamy trzy główne bohaterki- Deanna Wolfe to biolożka żyjąca w samotności w leśnej głuszy, która obserwuje życie kojotów i odkrywa na nowo swoją seksualność. Lusa Maluf to młoda entomolożka, która po śmierci męża zostaje na jego rodzinnym gospodarstwie, próbując odnaleźć swoje miejsce między tradycyjną rodziną rolników a światem nauki. Nannie Rawley zaś to starsza kobieta, prowadząca sad, która toczy cichą wojnę z sąsiadem używającym pestycydów, broniąc biologicznej równowagi swojego ogrodu.
Kingsolver pisze przepięknie. Jej opisy przyrody nie są tylko tłem, one po prostu żyją. Czytając o uprawach, owadach czy zachowaniu zwierząt, mas się wrażenie, że czujemy zapach wilgotnej ziemi, dojrzałych brzoskwiń i dusznego powietrza przed burzą. Autorka potrafi połączyć surową biologiczność z ogromną czułością wobec ludzkich słabości. Książka mówi o tym, że nic w przyrodzie (i w życiu) nie jest „marnotrawstwem”. Wszystko ma swój cykl, swoje miejsce i swój czas. „Lato marnotrawstwa” to pochwała różnorodności , zarówno tej w lesie, jak i w naszych relacjach z innymi ludźmi.
Na świecie tak wiele szczegółów pozostaje niezauważonych.
Najbardziej niebieskie oko, Toni Morrison
Najbardziej niebieskie oko, to debiutancka powieść Toni Morrison — laureatki Nagrody Nobla w dziedzinie literatury i jeden z najważniejszych głosów w historii amerykańskiej prozy. Choć to stosunkowo krótka książka, jej ciężar jest ogromny. Morrison postawiła sobie zadanie niemal niemożliwe, opisać, jak system rasistowski niszczy człowieka od środka, zanim ten zdąży w ogóle zrozumieć, co mu się przydarza.
Główną bohaterką jest jedenastoletnia Pecola Breedlove.” Zwykła” czarna dziewczynka z biednej, dysfunkcyjnej rodziny, który marzy o niebieskich oczach. Wierzy, że gdyby je miała, świat zacząłby ją wreszcie dostrzegać, kochać, traktować jak człowieka. Ta obsesja jest metaforą czegoś znacznie głębszego, zinternalizowanej nienawiści do samej siebie, zaszczepionej przez kulturę, która mówi dziecku, że jest brzydkie, bo jest czarne.
Morrison pisze prozą poetycką , czyli gęstą, rytmiczną, miejscami niemal biblijną. Każde zdanie jest przemyślane. To nie jest lektura łatwa , wymaga uwagi i gotowości na ból.
Morrison bezlitośnie obnaża, jak kultura masowa zniszczyła poczucie własnej wartości czarnych dzieci.
Dodatkowo książka zawiera sceny bardzo trudne, w tym przemoc seksualną. Morrison nie epatuje, ale też nie ucieka od prawdy.
Powieść jest aktualna do dziś , mówi o mechanizmach, które nie zniknęły. Polecam ją każdemu kto lubi trudne społecznie tematy, i lubi jak książka zostaje w głowie na lata.
Miłość wolnego człowieka nigdy nie jest bezpieczna. Nie obdarowuje ukochanego. Tylko sam miłujący raduje się darem miłości. Ukochany natomiast, pod spojrzeniem wewnętrznego oka miłującego, staje się okrojony, obezwładniony, skrępowany.
Wszystko na mojej głowie, Jakub Bączykowski
Rita jest nie tylko fryzjerką, to prawdziwa psychoterapeutka. Chociaż bez studiów i dyplomu. Przytulny salon Rity, to miejsce prawdziwej przemiany, tej fizycznej i duchowej. Rita nie tylko ścina i pielęgnuje włosy. Ale i wysłucha, doradzi, a czasem po prostu jest obok i podaje kubek herbaty….
Kiedy czytałam tę książkę, miałam wrażenie, że odbywam rozmowy z przyjaciółką. Aż zaskoczyło mnie to, jak autor, mężczyzna, zna kobiecą duszę!
Problemy bohaterek są prawdziwe, czasem większe, czasem mniejsze. Każda z nich dostaje jednak wsparcie głównej bohaterki, która w swoim zakładzie potrafi rozwiązać każdy problem.
To książka na trudniejszy czas, czyta się ją błyskawicznie, ale zdecydowanie zostaje w „głowie”!
Oby powstawało więcej takiej mądrej, przytulnej i otulającej literatury dla kobiet.
Czy jesteśmy w stanie być po prostu kobietami? Każda z własną historią, tęsknotami i spełnieniem. Bez nieświadomego oceniania się nawzajem przez pryzmat ról narzucanych przez społeczne oczekiwania?
Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- Just can’t get enough