Losowość zapisana w algorytmach to działanie przypadku, który jest tak naprawdę koniecznością. Bez konieczności nie byłoby spotkania, tego katalizatora rewolucji wewnętrznej, rozpadu i ponownego złożenia, ale już w nowej konstelacji.
Polski pisarz, poeta, malarz, grafik, rzeźbiarz Leopold Buczkowski (1905-1989, pseudonim Paweł Makutra), najbardziej znany ze swojej drugiej powieści, eksperymentalnego, świetnego „Czarnego potoku” (1946), debiutował jako poeta, a pierwszą powieść napisał w 1937 roku o tytule doskonale opisującym narrację – „Wertepy”.
Bo to gęsta w gwary, dialekty, neologizmy, lingwistyczne żonglerki, testowanie giętkości i adekwatności słów do tyleż opisu, ile kolażowego zestawiania kadrów rzeczywistości, wyimków z dziejów wsi na pograniczu dawnej Galicji i Wołynia, w fikcyjnych – ale co jasne odzwierciedlających istniejące ówcześnie (a zatem w okresie dwudziestolecia międzywojennego) – wioskach Dolinoszczęsnej i Zasereciu, naznaczonych bliznami i śladami po pierwszej wojnie światowej. W tej chaotycznej, meandrycznej, labiryntowej prozie, w której poetyckie opisy przyrody kontrastowane są nieustannie i brutalnie przecinane surowym życiem, atawizmem, podążaniem za popędami, okrucieństwem, obrazami śmierci, zabójstw, degeneracji, rozkładu, degrengolady, hulanek, przestępstw, donosów, plotek. „Wertepy” w druku ukazały się dopiero w 1947 roku (Gebethner i Wolff), wznawiano je w 1957 roku (PIW), w 1973 roku (Wydawnictwo Literackie) i w 2026 roku (PIW).
„Tak strasznie pragnął odwrócić się od tego świata, niezrozumiałego, wrzącego nienawiścią, fałszem i wyrachowaniem.” [s. 206]
Czytaj dalej







