Mema udostępniła jedna z moich znajomych na swoim koncie Fejsbuka. Treść ma głęboki sens, bo została napisana przez wybitnego autora i chyba nikt nie będzie kwestionował jej słuszności. Ja również się z nią zgadzam, tylko że ktoś połączył w całość treść z nie pasującym do tego przesłania zdjęciem. Ten osiłek i bokser jest niby symbolem […]
Dwumiesięczny – bez mała – pobyt w Chicago dobiegł końca. Dość intensywnie przeżywany czas został udokumentowany na paru tysiącach zdjęć i kilku filmikach, które wymagają teraz odpowiedniego posortowania i zapisania według kolejności zdarzeń, aby móc do nich sięgać w każdym czasie. To na wypadek, gdyby pamięć nie nadążała za potrzebą snucia opowieści dla bliskich sercu […]
Dwumiesięczny – bez mała – pobyt w Chicago dobiegł końca. Dość intensywnie przeżywany czas został udokumentowany na paru tysiącach zdjęć i kilku filmikach, które wymagają teraz odpowiedniego posortowania i zapisania według kolejności zdarzeń, aby móc do nich sięgać w każdym czasie. To na wypadek, gdyby pamięć nie nadążała za potrzebą snucia opowieści dla bliskich sercu […]
Horoskop dla astralnego RAKA Przy zdzieraniu kartki z kalendarza natrafiłem na charakterystykę ludzi urodzonych pod znakiem Raka. A że jestem spod tego właśnie znaku, to czytałem z nastawieniem na sprawdzenie, czy jakoś pasuję do schematu. Opis bardzo mi się spodobał, jako że był mocno schlebiający. Żona zapytana o jej odczucia w tym temacie uśmiechnęła się […]
Święta, święta i po świętach… Przeżyliśmy je u siebie, goszcząc kogoś z rodziny, albo sami byliśmy gośćmi u kogoś, kto swoją troską chciał umacniać rodzinne więzy lub tylko podtrzymywać tradycję. Coraz częstsza jest opcja świątecznego wyjazdu do miejsc, gdzie tylko my i przyroda, ewentualnie również inni turyści kierujący się podobnymi względami. W tym roku ten sposób świętowania został mocno ograniczony wojnami. Obserwowanie wymiany poglądów na temat sposobów świętowania, jakie przelewały się przez media społecznościowe ukazywały ciekawe argumenty stojące za poszczególnymi decyzjami. Bulwersował mnie zawsze argument przeciw rodzinnemu sposobowi świętowania podpierany tezą: – Nie znoszę świąt rodzinnych, bo nienawidzę fałszywych uśmiechów, nudnych rozmów przy stole, w których dominują soczyste opisy fizjologicznych doznań w czasie przeżywanych chorób, czy zabiegów . – Nie znoszę obgadywania innych, zwłaszcza pod ich nieobecność, no i pytań jakie padają w takich razach. Kto daje tym ludziom prawo włażenia z buciorami do każdego ogródka i pytania o sprawy zarezerwowane dla psychologów, księży, czy naprawdę bliskich nam osób? Zawsze spotykałem dużo takich utyskiwań zwłaszcza wypowiadanych przez ludzi młodych, a mając jako nauczyciel szerokie kontakty z młodymi i znając ich niecierpliwość wcale się temu nie dziwiłem. Jako stary człowiek rozumiałem też, że przyznawanie sobie prawa do „ciężkich” pytań i życiowych porad z racji pokrewieństwa (babcia, dziadek, wujek, ciocia) nie jest niczym uzasadnione i budzi ogromny sprzeciw, nie zawsze wypowiadany w adekwatny sposób. Jest też do rozważenia sposób reagowania na pytania starszych. Choć podłożem jest miłość rodzinna i szczera życzliwość, to jednak za każdym razem wypadałoby uzyskać akceptację choćby wyrażoną poprzez odpowiedź na pytanie: – Pozwól, że zapytam… – Jeśli mogę coś doradzić, to… Wypadałoby zastanowić się co wypada zrobić gdy usłyszymy: – Nie pozwalam… – Nie chcę żadnych porad, bo mam rozeznanie w tych sprawach Skąd u mnie takie dywagacje? Otóż wspominam dość często o mojej przyjaźni z Jedynką Polskiego Radia, która świętuje kolejną, znaczącą rocznicę swojej działalności. W tej rozgłośni usłyszałem, za sprawą Romana Czejarka audycję z udziałem radiosłuchaczy zabierającym głos w tym temacie. Była także zaproszona pani ekspert, która po wysłuchaniu wypowiedzi różnych ludzi, w różnym wieku, z bagażem różnych doświadczeń życiowych zabrała głos wskazując na możliwe rozwiązania tego tlącego się w nas problemu. Wszak wszyscy chcemy należeć do zgodnych rodzin z wysoką kulturą obcowania zachowując poprawne relacje międzypokoleniowe. Kluczowe zdanie używane przez panią ekspert brzmiało następująco: – Nieproszona rada jest krytyką… Reszta z niego właśnie wynika
Podczas nakładania do pojemnika drewna na opał zauważyłem w odłamkach kory i innych pozostałości wyścielających drwalkę coś bardzo regularnego, co z pewnością miało inne pochodzenie. Sięgnąłem po to, aby się przyjrzeć i okazało się, że jest to …obrączka jaką noszą ptaki… Odczytałem widniejące na różowym tle oznaczenia: DV 01402 02 301. Ponieważ nic z tego nie zrozumiałem, to po powrocie do domu zajrzałem do Internetu. Wyczytałem tam, że DV – to kraj – tu Niemcy 0114 – numer oddziału 02 – rok 3727 – numer gołębia Znalazłem też adres, pod który można zgłaszać zagubione gołębie: http://0268.oddzial.com/pl/zagubione/golebie-zagubione-i-przyblakane Nie zgłaszałem jednak, bo od 2002 roku właściciel gołębia już pewnie o nim zapomniał. Co zresztą miałbym tam zgłosić? Fakt odnalezienia w drwalce obrączki, która trafiła tam za sprawą kuny, czy też kota, które prawdopodobnie upolowały odpoczywającego na pobliskim dwu piętrowym budynku gołębia? A ten fakt wydał mi się bardzo prawdopodobny, jako że dość często widziałem z okna swojego domu siadające na tym budynku gołębie – zawsze solo. Kojarzyłem to z odpoczynkami gołębi w trakcie organizowanych przez hodowców lotów. Były czujne w dzień, ale noce należały do ich naturalnych wrogów. Biedne gołębie. Dlatego, że są obdarzone wyjątkowymi zdolnościami, to muszą te zdolności nieustannie udowadniać i zdobywać przy tej okazji medale dla swoich dobrych właścicieli. Szukając wiadomości na temat gołębi pocztowych znalazłem wiele bardzo interesujących informacji jak choćby taką: Obecnie gołąb pocztowy hodowany jest głównie dla celów sportowych. Organizowane są zawody z ich udziałem polegające na wypuszczaniu kilkuset do kilku tysięcy ptaków ze wspólnego startu, z odległości dochodzących czasem do 2000 km. Rasa ta jest bardzo wytrzymała, a przy słonecznej pogodzie gołębie potrafią powrócić z odległości 1000 km w ciągu jednego dnia.(Wikipedia) Całe to w istocie błahe zdarzenie przywołało wiele moich wspomnień z czasów dzieciństwa. Nasz Ojciec był amatorskim hodowcą gołębi. Już jako dzieci żyliśmy emocjami taty jakie ujawniał w chwili, gdy dostrzegł obcego gołębia na dachu i spieszył się, aby przywabić wędrowca do swojego stadka i go złapać zanim poleci w swoje strony. Tato wymieniał się z innymi pasjonatami gołębiami kwalifikowanymi do roli reproduktorów mających poprawić jakość stadka gołębi własnego chowu. Kojarzył ze sobą w pary gołębie, które – jak to oceniał – mogły mu dać cenny przychówek. Wypożyczane gołębie zazwyczaj odlatywały w swoje strony tuż po odchowaniu piskląt, a to jedynie podnosiło ich wartość w jego oczach. Nie zapisał się do związku hodowców, ale na własną rękę szkolił i podawał próbie swoje gołębie zlecając nam wypuszczanie ich w coraz bardziej odległych miastach, do których jeździliśmy prywatnie, czy też służbowo. Ileż emocji związanych z obserwowaniem momentu powrotu do gniazda i odnotowywaniem pobitych rekordów przeżywał?. Wiele żalu przeżywał też z powodu spóźniania się powrotu jakiegoś gołębia, który jak się później okazywało nigdy nie nastąpił. Temat gołębi był dyżurnym tematem w czasie jego spotkań z kolegami, a my chcąc nie chcąc nasiąkaliśmy tą tematyką. Hodowla gołębi, to wielka pasja bardzo wielu ludzi. Mogliśmy się o tym przekonać w czasie wielkiej tragedii związanej z zawaleniem się w styczniu 2006 roku dachu pawilonu targowego w Katowicach, w którym odbywały się właśnie targi gołębi. To przybliżyło nam temat gołębiarstwa w Polsce. Swoją drogą, czy nie warto poszukać odpowiedzi na pytanie:- – Na co komu te gołębiarskie rekordy w dobie łączności elektronicznej? Kto jeszcze wykorzystuje gołębie pocztowe w celach świadczenia usług pocztowych właśnie?
Posłużyłem się w temacie parafrazą słów pioseneczki zapraszającej niegdyś do programu dla dzieci. Ci co skaczą, co fruwają… śpiewano w oryginale. Ci, o których ja piszę też skaczą, a przynajmniej podskakują i przeskakują z newsa na news czyniąc sobie z każdego bulwersującego zdarzenia materiał dla młócenia tematu, co jak wiemy służy jedynie zwiększeniu oglądalności, a nam widzom skutecznie robi wodę z mózgu. Technologia jest znana i powszechna. Jest temat, są celowo dobrani goście (już zawodowi i raczej ciągle ci sami celebryci ), no i autor programu sterujący, moderujący, czy raczej napuszczający na siebie co bardziej krewkich dyskutantów. Technologia sprawdzona i wciąż skuteczna, więc po co ją zmieniać. Oglądalność jest wysoka, są pieniążki dla dziennikarzy, są dla stacji telewizyjnej, a myślę, że zawodowi pyskacze, jak i partie które reprezentują, również mają z tej maniery wyraźne profity, jeśli nie materialne, to wizerunkowi i inne. A co my telewidzowie mamy z tego? Ostatnie dni dostarczają nam szczególnie dużo nadających się do medialnej młócki tematów. – Sprawa Bondaryka – Oj co to będzie? Co się za tym kryje? Co ujawni generał po odejściu? Kogo musiał kryć na polityczne zamówienie rządzących? Itd. itp. – Wyrok na doktora i typowa reakcja. Jak mógł użyć takich słów w uzasadnieniu skazującego w końcu wyroku? Nadużył prawa! Doniesiemy na niego do prokuratury, bo on nie doniósł! Itd.. itp. Tymczasem Krajowa Rada sądownictwa oświadcza: Sędzia Igor Tuleya w ustnym uzasadnieniu do orzeczenia w sprawie dr. G. nie naruszył norm wynikających z przepisów prawa ani też z zasad etyki obowiązujących sędziego. – Młodzi socjaliści proponują bieżący rok uczynić rokiem Edwarda Gierka… Przez media przewala się burza z wypowiedziami tych, co za jak i tych, co przeciw. Budzą się sentymenty i upiory dawnego systemu, który jak się przy okazji okazuje ma prawie tyle samo zwolenników, co i przeciwników. – Na lewicy kłótnia pomiędzy Andrzejem Celińskim a Stowarzyszeniem Młodzi Socjaliści. Polityk poprosił ich, aby „spieprz…” i nazwał „głupcami”. A oni odparowali, że mało kto potrafi „w tej samej wypowiedzi połączyć bluzgi i apel o poprawę poziomu debaty publicznej”. A poszło o zarobki Aleksandra Kwaśniewskiego. W reakcjach na to zderzenie czytamy, że umiarkowany przecież pan Celiński uznał że go poniosło, ale nie przeprosił. Co przyniesie nowy dzień? A wspomniane tematy już spadły z pierwszych stron? Ja obawiam się, że choćby nadeszły nowe, jeszcze bardziej bulwersujące wydarzenia, to przecież będą podsumowania tygodnia, później miesiąca itd. Adam Szostkiewicz w swoim ostatnim wpisie na swoim blogu napisał: …Słyszę, że w modę wchodzi nieoglądanie telewizji. A nawet ostentacyjne nieposiadanie telewizora. Na szczęście nie dochodzi jeszcze do wyrzucania odbiorników przez okno. I ja tę modę mogę zrozumieć, ale nie dołączę. http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2013/01/05/nie-ogladam-telewizji/#more-1757 Dalej opowiada o swoim sposobie na telewizyjny kontakt ze światem i podsumował ten wpis następująco: …Staram się modom nie ulegać. Ciekawe, że np. wielu internatów podpisuje się pod wrażeniem pozytywnym, ale najczęściej, negatywnym po obejrzeniu właśnie obejrzanego programu lub materiału. A więc narzekają, na dziennikarzy a także pomstują, ale od ekranu oderwać się wyraźnie nie mogą. Jasne, życie bez TV jest możliwe, tak jak bez grubych książek, poważnej prasy, ambitnych filmów, koncertów, spektaklów (także nadawanych w TV). Ale co to za życie?. . Ja również należę do tych internatów, którzy wiedzę o tym co się dzieje w świecie czerpią raczej z Internetu, a czytając jakiś materiał zaglądam również do komentarzy. Nie po to, aby tam szukać wyżycia się na zwolennikach jednej lub drugiej strony. Zaglądam po to, aby mieć pogląd na argumenty i stanowiska zajadle walczących i obrażających się ludzi. Siedząc przed komputerem stojącym w pokoju obok, oglądam telewizję plecami, jak to nazywa moja żona. Wiem dzięki temu co się dzieje w sferze jej zainteresowań, a jak ona odchodzi od telewizora, to przełącza na stację, którą ja oglądam i jest dobrze. Fonia zupełnie mi wystarcza, jako uzupełnienie. Na szczęście zaczynają się pojawiać pierwsze jaskółki zmiany technologii zapewniania wysokiej oglądalności programów TV. Oto wczoraj oglądałem w TVN 24 rozmowę M. Olejnik z senatorem Cimoszewiczem i pomimo tego, że obrabiano wciąż te same tematy, to rozmowa miała już zupełnie inny przebieg. Na mądre pytania padały mądre i wyważone odpowiedzi, których po prostu chciało się słuchać. Może był to po części skutek bezpośrednio wcześniej nadanej, podobnej tematycznie rozmowy p. Durczoka z prof. Osiatyńskim, w czasie której profesor ostro niczym sędzia Tuleya pouczył rozmówcę-wywiadowcę jak prowadzić rozmowę, aby nie stawiać interlokutora pod ścianą i wyciągać z niego wypowiedzi, których nie miał zamiaru udzielać. Było tam też sporo o etyce mediów z podkreśleniem odpowiedzialności prezenterów za bagno jakie uczyniono wokół spraw publicznych zapraszając ludzi, których za ich poglądy powinien spotkać ostracyzm i odsunięcie od kamer, czy mikrofonów, a nie popularyzowanie tych szkodliwych społecznie opinii, jakie wygłaszają. Może przeceniam te pierwsze zapowiedzi zmian? Może jakość debaty zależy od klasy dziennikarza i klasy rozmówcy? Pewnie tak jest w istocie, ale co wtedy powiedzieć o klasie tych, którzy zatrudniają dziennikarzy i dobierają rozmówców? Dużo mówimy, mało rozmawiamy … krzyczą w gniewie usta ze zdjęcia jakie zamieszczam w tekście. To grafika okładki jednej z naszych gazet z dość odległej przeszłości. Używam jej jako avatara uznając, że wciąż jest aktualna, a może teraz nawet bardziej niż wtedy, gdy ją stworzono. Pamiętajmy też o tym, że krzykaczy słuchają różnie przygotowani do odbioru takiego przekazu ludzie i rozumiejąc piąte przez dziesiąte, wynoszą z tego to, co chcą. Nie dziwmy się zatem temu, że zwycięzca w plebiscycie „Polityk Roku” uzyskał raptem 11 proc. wskazań, a J. Kaczyński jako trzeci, ledwie 5 proc. Kto pójdzie do wyborów jeśli politycy nie zagrają ludziom na emocjach?
🔬 Laboratorium kreatywnego myślenia. Tu słowo nie pełni roli ozdobnika - ono bada, prowokuje, kreuje i skłania do refleksji. To blog, który nie boi się myśleć inaczej. Literacki performance kobiety po przejściach - czyli przestrzeń dla idei, które nie mieszczą się w schematach. "Myśli (nie) banalne Joanny to publicystyka z pazurem. Tu absurd nie śmieszy - on brutalnie obnaża rzeczywistość. Ulubione motto? „Bez nas [emocji] wojna to tylko konflikt. Ze sztuką tracimy jedyny powód, dla którego warto walczyć.”