Och, ten czas ! Ciągle ściga nas !
Już piaty raz żegnam stary rok i witam nowy w Waszym miłym towarzystwie.
Życzę Wam (i sobie), by w tym nadchodzącym roku czas nie przepływał obok nas ani między palcami,
byśmy mieli świetne perspektywy i zawsze prostą drogą zmierzali do celu,
unikając niebezpiecznych zakrętów.
i zawsze mieli piękne widoki (na to, co dla każdego z nas najważniejsze :))!
Życzę też nam wszystkim szampańskiego nastroju przez cały rok!
piątek, 30 grudnia 2011
sobota, 24 grudnia 2011
Święta 2011
Kochani !
Życzę Wam cudownych, radosnych, ciepłych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w atmosferze pełnej akceptacji i miłości. Niech będą tak udane, by z przyjemnością wracać do nich myślami przez cały rok.
Życzę Wam cudownych, radosnych, ciepłych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w atmosferze pełnej akceptacji i miłości. Niech będą tak udane, by z przyjemnością wracać do nich myślami przez cały rok.
sobota, 17 grudnia 2011
Podczas pełni budzą się demony
Było już po północy.
Kotek leżał na foteliku i kłębiły się w nim różne uczucia. Był głodny, bo ze strachu przed Gościem wieczór przesiedział w wersalce i nie zjadł kolacji. Gość, nie dość że długo siedział przy stole, to w dodatku został na noc. Kotek nie rozumiał, czemu Pani na to pozwala – przecież w dobrze znanym gronie jest najlepiej i najbezpieczniej. Jasne światło księżyca budziło niepokój, nie pozwalało zasnąć i Kotek z goryczą wspominał liczne, nieudane próby zaprzyjaźnienia się z Kotem i przegrane z nim walki o prymat w stadzie.
Usłyszał, jak Kot poruszył się na swoim posłaniu i wtedy wstąpił w niego DEMON. Z głośnym, ostrym krzykiem ruszył do ataku.
Zaspany i zaskoczony tak niemile Kot od razu oprzytomniał i w niego także wstąpił DEMON. Wrzeszcząc zwarli się się ze sobą, potoczyli aż do łazienki i tam Kotek dostał znowu lanie.
Upokorzony, wściekły i potłuczony schował się za pralkę.
Pozostał tam całą dobę, nie jedząc i nie pijąc.
Czy dostał nauczkę i zrozumiał, że nie ma szans na dominację ? A gdzie tam ! Gdy tylko wrócił do równowagi, znów zaczął zaczepiać Kota. Trochę mniej agresywnie, to prawda ale za to kilka razy dziennie.
środa, 14 grudnia 2011
Wschody i zachody
Grudzień podarował nam bezśnieżne, cudowne, słoneczne dni i księżycowe noce. Po prostu nie można się oprzeć, by nie sfotografować budzącego się dnia czy nadchodzącej nocy. I wcale nie zamierzałam się opierać, tylko chwytałam aparat i czatowałam na dobre ujęcie.
Wczorajszy zachód słońca.
Tak powitałam dzisiejszy poranek.
Taki mam widok, gdy tylko otworzę drzwi.
Kilka dni temu pełnia nie dawała nam spać i budziła różne demony. Jakie to były demony, opowiem w następnej notce.
Ale wczesnym rankiem zachodzący księżyc był już przyjazny.
Wczorajszy zachód słońca.
Tak powitałam dzisiejszy poranek.
Taki mam widok, gdy tylko otworzę drzwi.
Kilka dni temu pełnia nie dawała nam spać i budziła różne demony. Jakie to były demony, opowiem w następnej notce.
Ale wczesnym rankiem zachodzący księżyc był już przyjazny.
czwartek, 8 grudnia 2011
Przedzimie
Niedawno na wszystkich blogach ukazały się piękne zdjęcia oszronionych liści, krzewów i kwiatów. U mnie noce były ciepłe, szronu jak na lekarstwo. Ale pewnego dnia i ja obudziłam się w świecie jak z bajki.
I, trudno, nie daruję Wam. Popatrzcie wraz ze mną na te cuda. Nie trwały długo, słońce prawie zaraz je roztopiło (na pierwszych zdjęciach to widać).
niedziela, 4 grudnia 2011
Broszka
Nie ma już mojej Broszki.
Po piętnastu wspólnie spędzonych latach pożegnałam ją na zawsze. Paskudne raczysko zabrało najmilszą na świecie kocinę. Być może jest już na niebieskich łąkach, ale jak powiedziała córka, z pewnością tam się nudzi, bo nigdzie nie będzie jej tak dobrze jak w Siedlisku.
Broszka była miłośniczką kwiatów – jak ja.
I jak ja lubiła to nasze proste, wiejskie życie.
I długie, ciche, zimowe wieczory.
Spać lubiła i w takiej pozycji i w typowo „broszkowej”, a najbardziej na poduszce swojej pani.
Dawno temu uratowałam jej życie i dzięki temu przeżyła szczęśliwie wiele lat ale to wcale nie zmniejsza mojego smutku.
Po piętnastu wspólnie spędzonych latach pożegnałam ją na zawsze. Paskudne raczysko zabrało najmilszą na świecie kocinę. Być może jest już na niebieskich łąkach, ale jak powiedziała córka, z pewnością tam się nudzi, bo nigdzie nie będzie jej tak dobrze jak w Siedlisku.
Broszka była miłośniczką kwiatów – jak ja.
I jak ja lubiła to nasze proste, wiejskie życie.
I długie, ciche, zimowe wieczory.
Spać lubiła i w takiej pozycji i w typowo „broszkowej”, a najbardziej na poduszce swojej pani.
Dawno temu uratowałam jej życie i dzięki temu przeżyła szczęśliwie wiele lat ale to wcale nie zmniejsza mojego smutku.
piątek, 2 grudnia 2011
Ostatnie liście
Grudzień przynosi nam kilka miłych zdarzeń jak Barbórka, Mikołajki czy święta ale też najkrótsze dni, długie wieczory i zupełnie gołe gałęzie na drzewach.
Moja ulubiona wierzba parasolowata trzyma dzielnie swą zieloność czasem aż do Bożego Narodzenia.
Latem wygląda wspaniale, szczególnie gdy zapomni o fryzjerze :)))
Po postrzyżynach i po wyczesaniu przez suszarkę o wyjątkowo silnym dmuchu ( ostatnio ok. 60 km/h) wygląda juz mniej okazale ale ciągle ostatnie liście trzymają się krzepko.
Kto wie, może dotrwają do końca grudnia ?
Latem wygląda wspaniale, szczególnie gdy zapomni o fryzjerze :)))
Po postrzyżynach i po wyczesaniu przez suszarkę o wyjątkowo silnym dmuchu ( ostatnio ok. 60 km/h) wygląda juz mniej okazale ale ciągle ostatnie liście trzymają się krzepko.
Kto wie, może dotrwają do końca grudnia ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























