Niedawno narzekałam, ze zimno, że deszcz, że nie tak powinno zaczynać się lato, no to teraz mam - palące słońce, gorący wiatr prosto z Sahary i ani kropli deszczu. Mądrzy ludzie powiadają, że trzeba uważać, o czym się marzy, bo to marzenie może się spełnić i...kłopot gotowy.
Życie w temperaturze 32 st.C łatwe nie jest. Nie wiadomo, co robić rankiem, gdy ponocny chłodek jeszcze przyjemnie owiewa ciało - czy podlewać ogrodowe rośliny, czy jechać do miasteczka po konieczne zakupy. Cokolwiek się wybierze i tak trzeba zamknąć się w domu najpóźniej o 11.00, zgarniając po drodze koty i psa. Przymusowy wypoczynek przykry nie jest. Można poczytać, podrzemać, coś tam skubnąć do jedzenia. Co prawda przyjemność psuje myśl, że różne roboty leżą odłogiem, że nawarstwiają się nam zaległości ale myśl tę spychamy głęboko i orzeźwiamy się rozmaitymi płynami oraz widokiem białych kwiatów, które też działają chłodząco.





















































