Kochani,
Życzę nam wszystkim, aby nadchodzący rok uwolnił nas od wirusowej zmory. Niech każdy dzień 2021 roku będzie pogodny, pełen nadziei i niech spełni nasze oczekiwania .
Wszystkiego dobrego !
Kochani,
Życzę nam wszystkim, aby nadchodzący rok uwolnił nas od wirusowej zmory. Niech każdy dzień 2021 roku będzie pogodny, pełen nadziei i niech spełni nasze oczekiwania .
Wszystkiego dobrego !
Kochani,
Życzę Wam cudownych Świąt w rodzinnym gronie przy pięknie pachnącej choince, wspólnego śpiewania kolęd, wzajemnej miłości i życzliwości, zdrowia i nadziei na lepsze czasy.
Ostatnie dni tego niezwykłego roku. Niedługo powitamy nowy, oby normalniejszy i radośniejszy!
Na koniec roku robi się remanenty. Zrobiłam i ja. Znalazłam trochę zdjęć, których jakoś nie udało się wcześniej na blogu zamieścić. Szkoda byłoby o nich nie wspomnieć.
Październik obdarzył nas taką ilością grzybów, że wyprawy do lasu były prawdziwą przyjemnością. Bo grzyby się po prostu zbierało, a nie urządzało polowania na nie :-). A przy okazji można było tam wiele ciekawych rzeczy zobaczyć.
Za kilkadziesiąt minut skończy się listopad. Dla mnie był bardzo łaskawy za sprawą zupełnie nie listopadowej pogody. Zdążyłam ze wszystkimi pracami w ogrodzie. Stare byliny przesadziłam, a nowe nabytki umieściłam w z trudem znalezionych dla nich miejscach. Pięknie wypielony warzywnik zaopatrzyłam w obornik i wreszcie z trudem wyprostowałam obolałe plecy :-). I już w pozycji pionowej mogłam przyjrzeć się okolicy. A tu piękny zachód słońca !
Tegoroczny listopad jest dla nas, ogrodników, bardzo łaskawy. Niebo nie poskąpiło deszczu, a słońce łaskawego ciepła. Wiele kwiatów ciągle kwitnie, trawa jest soczyście zielona, a moim czarnym porzeczkom nabrzmiewają pąki. Na zdjęciach : dąbki, datura, hortensje, kania w ostatnich nasturcjach, smagliczka w towarzystwie dzwonków i rudbekia.
Od dawna chciałam napisać nowy post ale w kraju działy się tak ważne i poruszające sprawy, że mój temat o kaniach wydał mi się bardzo mało znaczący, by nie powiedzieć - błahy. Emocje nieco opadły, rząd zastosował sprawdzoną wcześniej metodę przeczekania protestów, więc czekając na dalszy rozwój wypadków wracam do tematu grzybów.
Kanie rosną u nas od lat w wielkiej obfitości. Wszyscy tutaj jadamy je smażone jak schabowe, czasem w zupie w formie flaczków, często suszymy. Zbierając je, nigdy się nie zastanawiałam, czy na pewno są jadalne i jaki właściwie gatunek zbieram. Z góry zakładałam, że to czubajki kanie, zwane też sowami i gapami. Rzadziej spotykane nazwy to drop, parasolnik, czubak, czubaj, gularka czy stroszka cielista.
Różnice między między czubajką kanią a czubajką czerwieniejącą są dość wyraźne. Przede wszystkim barwa trzonu. Czubajka kania ma na nim brązowy zygzakowaty rysunek, a czerwieniejąca biały, gładki. Czubajka czerwieniejąca ma też inny rozkład plamek na kapeluszu, a co najłatwiej sprawdzić - to w miejscach uszkodzenia miąższu - czerwienieje. Wystarczy zarysować trzon paznokciem albo uszkodzić blaszki pod spodem i od razu widać zmianę barwy.
Dość często, na szczęście chyba nie w naszej okolicy, rosną kanie gwiaździste. Mają biały kapelusz z gwiaździstą plamą na samym czubku i są mniejsze od czubajek kani. Można je zrywać i jeść ale nie są tak smaczne jak czubajka kania.
Oprócz trujących odmian czubajek czerwieniejących, inną toksyczną czubajką jest sinoblaszek trujący, który zasadniczo w Polsce nie rośnie ale ostatnio pojawiły się pojedyncze doniesienia o jego występowaniu, więc należy mieć to na uwadze.
Właśnie zasuszyłam ostatnie egzemplarze czubajki kani, które posłużą np. do panierowania mielonych kotletów. Takie kotleciki są pyszne, polecam :-).
Kilka lat temu, na targu, zwróciła moją uwagę nieduża kępka małych, różowych goździków. Sprzedawczyni sprzedała mi je jako goździki piaskowe, idealne na skalniaki. Rzeczywiście, pięknie się na nim prezentowały ale w następnym roku już ich na nim nie było. Byłam niepocieszona tym bardziej, że pani sprzedająca już ich nie miała w ofercie. Pod koniec lata, kosząc trawę, zobaczyłam jakieś dziwne, ciemnozielone żdziebełka. Zignorowałam je, ale gdy wiosną znów się pojawiły, wreszcie zorientowałam się, że to wysiały się zaginione goździki. Szybciutko poprzesadzałam je w różne miejsca i teraz cieszę się widokiem ich skromnych kwiatuszków. Nie minęło czasu mało wiele, a znalazłam w trawniku następne sadzonki :-). Za chwilę cały ogród będzie nimi obsadzony. Są bardzo cenne, bo przy niewielkim wzroście tworzą dużą, różową plamę na brzegach grządek. I nie nazywają się piaskowe, tylko kropkowane.
To było wspomnienie z lata. Teraz już mamy jesień, prawdziwą, deszczową jesień i wreszcie, ku mojej radości, pokazały się maślaki. Zostawiam więc ogród samopas; trudno, niech rosną chwasty i ruszam z koszyczkiem na maślaczkową łąkę.
Mieszkam wśród lasów; dużych, pięknych lasów sosnowo-liściastych, obfitujących w leśną zwierzynę i wszelkie inne dary natury, a więc także i grzyby. Zbieramy je namiętnie, choc doprawdy nie budzimy się w nocy, by szukać ich przy świetle latarki [a znam takie osoby :-)))]. W tym roku lasy poskąpiły nam tych szczególnych darów. Prawdziwków było nawet sporo ale przynajmniej połowa zrobaczywiała, więc większość zostawała w środowisku, by rozmnażać się spokojnie z nadzieją (naszą) na przyszłe zbiory. Potem pojawiły się niewielkie ilości innych jadalnych ale przede wszystkim rozmnożyły się te tzw. psie grzyby. Wystarczy przyjrzeć się im z bliska, by stwierdzić, że są PIĘKNE i ciekawe. No i co z tego, że nie nadają się do włożenia do garnka ? Są cudowną ozdobą lasu. Spójrzmy więc na te okazy.
Od góry : grzybówka, lisówka pomarańczowa, maślanka wiązkowa, muchomory, chrobotek kieliszkowaty