czwartek, lipca 02, 2026

Słabeusze, schizmatycy i sposób na księdza

Niedawna rozmowa Jaruzelskiej z Millerem: najpierw wyśmiewali, że obecnie ludzie są tacy delikatni, na psychoterapie chodzą, potem przeszli do tematu samobójstwa syna byłego premiera (też Leszka, nie starczyło dla niego osobnego imienia), następnie Miller mówił coś o tym, że nigdy nie miał dla syna czasu. Kropki w żaden sposób się nie łączą. Jak dla wielu ludzi z jego pokolenia.

Tymczasem lefebryści zrobili schizmę. Wczoraj bractwo Św. Piusa X, pomimo sprzeciwu papy z Watykanu, wyświęciło czterech biskupów, tym samym zaciągających na siebie ekskomunikę. Niedawno skończyłam drugie czytanie "Imienia róży" Eco, więc odczuwam, że wszystko zeszło na psy ;) nawet drama religijna nie to co dawniej, fabuła słaba, zwroty akcji emeryckie. Jedna sytuazione warta jest jednak zauważenia/obśmiania: podczas wczorajszej imprezy konsekracyjnej w szwajcarskim Écône nagle zaczął padać deszcz, co o tyle miało znaczenie, że wszystko odbywało się na otwartej przestrzeni, tylko szyszki w sukienkach ozdobnych pod baldachimem, wiadomo, tradsi. Burza jako znak? Nie, zwykła burza. Gowd nic nie chciał im powiedzieć tą razą — tak mówią panowie, którzy przy każdej okazji liczyli Watykanowi błyskawice i przewrócone krzyże.

Jeszcze cytat z najnowszej Rudzkiej, dobrej bardzo:
Najpierw tylko trochę się stawiał. Krzyczał, wierzgał. Nagle, jak grom z jasnego nieba, przestał się opierać. Jakbym go ściągnęła w święconą wodę.
Może myślał, że go tylko gładko na lustrze położę. Ale ksiądz to nie panna marzanna. Ja z księdzem żadnej wiosny świętować nie będę. To go dalej w wodę ciągnę, bokiem się ustawiłam, dla lepszego uchwytu.
Daleko w rzekę weszłam. Tylko tyle, żeby luźno cały łeb z karkiem pod wodę wsadzić. I go w wodę, przyklepać po plecach. Pyskiem do dna poszedł. Nogi wystawały z rzeki jak krzaki, muł żarł.
Wróciłam na brzeg, w spokoju, nawet się nie zmachałam. To była sztanga z gówna. Jeszcze takiej nie dźwigałam, dałam radę.
Z kultury poważam kulturę fizyczną.
Patrzę, człapie przez wodę. Dobrze podtopiony, smarka i płacze.
Wreszcie wylazł, rzeką się zrzygał i poszedł.
— Zyta Rudzka, "Tylko durnie żyją do końca", str. 192, W.A.B., 2025.

niedziela, czerwca 28, 2026

Słowa na niedzielę

Prostaczków, Adso, nie stać na wybranie sobie własnej herezji, przyłączają się do tego, który głosi kazania w ich stronach, który przechodzi akurat przez ich wieś lub przez plac w ich mieście.
— Umberto Eco, "Imię róży", rozdział "Dzień trzeci, nona".

Oraz stary (rok 2025) wpis Joyce Carol Oates na Twitterze o/do Musku/a:
So curious that such a wealthy man never posts anything that indicates that he enjoys or is even aware of what virtually everyone appreciates – scenes from nature, pet dog or cat, praise for a movie, music, a book (but doubt that he reads); pride in a friend’s or relative’s accomplishment; condolences for someone who has died; pleasure in sports, acclaim for a favorite team; references to history. In fact he seems totally uneducated, uncultured. The poorest persons on Twitter may have access to more beauty & meaning in life than the ‘most wealthy person in the world.’

Tymczasem w Polsce pojawiły się fragmenty książki-wywiadu z Batyrem, obecnym prezydentem, w której pan Nawrocki popłynął (nie po raz pierwszy, ale badanie granic wyczucia absurdu u prostaczków to praca bez końca) w temacie rzekomej próby otrucia podczas kampanii prezydenckiej. Dziwne. Chyba nikomu wówczas nie zależało na wezwaniu pogotowia i wszczęciu dochodzenia, ale  wyznawcy nie zadają pytań. Bojaźń i drżenie, pomódlmy się.

niedziela, czerwca 14, 2026

Fotografowanie

Dużą przyjemność sprawia mi ostatnio przeglądanie cudzych zdjęć z czasów analogowych. Przy tej okazji natrafiam na ciekawe projekty, takie jak ten realizowany przez Lindę Rich (1949), Joan Clark Netherwood (1932-2021), Elinor Cahn (1925-2020), the East Baltimore Documentary Survey Project 1975-81. Najmłodsza z nich prowadziła zajęcia w MICA w Baltimore, dwie pozostałe były jej uczennicami. Poniżej kilka przykładów fotografii zrobionych przez te panie "po sąsiedzku", w okolicach East Baltimore drugiej połowy lat 70.:

Image
Joan Clark Netherwood, Rosemary and Raul Marconi
in their Italian import shop
,
Italian Canta, Highlandtown, 1978.
Image
Elinor Cahn, Fashion discussion. Luzerne Avenue neighbors, 1979
Image
Linda Rich, St. Patrick's Day at the Irish Pub, Highlandtown, 1978

Być może w dobie bezsensownego poprawiactwa (odkąd istnieje fotografia, istnieje retuszowanie, oczywiście wiem o tym, ale nie o retusz ludzką ręką tu chodzi), powrót do fotografii czarno-białej jest jakąś linią obrony. Lubię. 

Poniżej starsza fotka, nieostra, i tak dalej, i tak dalej, którą zaraz jakiś fafanduła zechciałby poprawić (nawet znałam takiego jednego, który eony lat temu, w innym życiu, wykasował zrobione przeze mnie zdjęcia w przekonaniu, że skoro nieostre, znaczy zepsute). Autorką jest Lady Morrell (1873-1938; ta od Kochanka Lady Chatterley), obiektem wiadomo kto.

Image
Ottoline Morrell, czerwiec 1924.

Albo lepiej, nieostry kot innej zmarłej pani (1907-1997):

Image
Dora Maar, Chat Savoie I, 1935.

Takie oto są moje małe, weekendowe pokrzepienia.

poniedziałek, czerwca 01, 2026

Te artysty

Idealnie wstrzelili się politycy Konfy w niskie poczucie wartości i zawiść obywatela ze swoją krytyką projektu ustawy o dopłatach do składek emerytalnych dla artystów. Można popcorn zajadać przez cały tydzień. Ale co ja tam będę ... pracowałam, nie miałam czasu zamieszać nikomu kijkiem w herbacie. Zerknęłam za to, jak się mają sprawy kultury w Irlandii. W tym roku mamy coś, co można przetłumaczyć na nasze jako Program gwarantowanego dochodu podstawowego dla artystów, który został zaplanowany z budżetu państwa do roku 2029. Wg programu profesjonalni artyści mogą otrzymywać przez trzy następne lata stałe wsparcie finansowe w wysokości €325 tygodniowo. Oczywiście jest to obwarowane różnymi zastrzeżeniami, np. program jest dostępny dla 2 tys. osób (skala irlandzka, wiadomo, tu jest mniej obywateli), czyli sama aplikacja nie wystarczy, nie można też być członkiem Aosdána otrzymującym świadczenie Cnuas (mowa tu o elitarnej grupie artystów wybitnych, Aosdána może mieć tylko 250 członków), ani studentem (ci mają pewnie wsparcie z innych programów). Oczywiście, z tego dodatkowego dochodu artyści muszą się rozliczyć z państwem (czyli zapłacić podatek).

Cele programu / "a bo dlaczego" (uwaga, cycat z internata):

The Artist
  • To incentivise the development and growth of professional creative practice through self-employment;
  • To counter the earnings instability and precarious nature of working in the arts, and the detrimental effect it has on artists’ mental health;
  • To foster artists’ agency and safeguard freedom of expression.
The Sector
  • To retain talent in the sector by reducing the need for artists to work outside of the arts for economic reasons;
  • To support and expand the sector thanks to spillover effects e.g. hiring of collaborators, expenditure on materials, emergence of new projects etc.
Society and the Public
  • To support social cohesion and societal wellbeing by creating more opportunities for citizens to engage in the arts, and to offer a larger selection of artworks and performances to enjoy;
  • To recognise the contribution of artists to a pluralistic society, and their contribution to the vibrancy of communities across the nation.
Czyli m.in. żeby zatrzymać talenta w sektorze i zapobiegać uciekaniu z zawodów artystycznych z powodów ekonomicznych, oraz aby naród mógł się endżojować dostępem do sztuk wszelakich. Piękne :)

piątek, maja 08, 2026

100 lat

Pasja, ciekawość świata, głos. Jeden z moich ulubionych Brytyjczyków. Niech mu się żyje jak najdłużej :)
Happy birthday, Mr. Attenborough.
   

sobota, maja 02, 2026

Alternatywna rzeczywistość skansenów

Ach, bardzo ciekawa rozmowa o estetyce polskiej wsi, o tym, co nam, konsumentom estetyki rodem z peerelowskiej Cepelii potwierdzanej w większości skansenów, wydaje się że jest odzwierciedleniem wielopokoleniowej tradycji. Jak naprawdę wyglądał typowy chłopski dom w XIX wieku :) Kamil Janicki & Ola Zaprutko-Janicka:

 

Bardzo ciekawe. Skąd więc mit gospodyni utrzymującej doskonały porządek? (kiedy się narodził? wbrew pozorom mity nie potrzebują do zaistnienia wsparcia tradycji, skupiska ludzkie potrafią wyprodukować zmyślenie infekujące kulturę w bardzo krótkim czasie). Poza tym wnioski płynące z rozmowy naprowadzają na wyjaśnienie, tak sądzę, dlaczego polska wieś jest pełna współczesnych koszmarków estetycznych (rozwiązania estetyczne wymagają pewnej praktyki, wyrobienia).

wtorek, kwietnia 21, 2026

Humbak

 (…) I widzisz, moja kochana Krowo, też obserwuję akcję ratowania humbaka uwięzionego na bałtyckich mieliznach. Tzn. zerkam od czasu do czasu: żyje jeszcze czy nie żyje. Bo przecież wpływu nie mam, tylko trzymam kciuki, żeby mu się udało. Są aktywiści, którzy próbują pomóc. To zaś, co mnie irytuje, to narracja ze strony naukowców, przynajmniej taka, którą promują media. Wynika z niej, że naukowcy nieskorzy są do pomocy, ale jakby można coś z tego dla siebie wycisnąć, to może przylepmy mu nadajnik. A tak w ogóle to nie ma szans, bez sensu się męczyć, może wysadzić, może uśpić, ale nie, bo to i tamto, takie gadki-szmatki, które w niczym nie pomagają, ani gdy się walczy o życie, ani tym bardziej, gdy się aktualnie umiera (pomijam fakt, że jeśli ktoś umiera, to naprawdę psychiczna niewygoda laików jest umierającemu równie przydatna jak rybie rower). Zauważyłam ze złością, że podawane nazwiska naukowców należą głównie do panów. Zastanawiałam się, czy u nich w domu jest jakiś chomik, kot, pies, żywa istota, powiedzmy choćby dziecko… które jest tam pod czyjąś opieką, podczas gdy oni tu pierdolą i zamartwiają się swoją pozycją w świecie. Podstawową funkcją nauki jest jej użyteczność w rozkminianiu świata, użyteczność dla tego świata, ale nie pojmowana w sposób kapitalistyczny, tylko użyteczność dla ducha, tak se myślę. To, czy ktoś dostanie grant i wyprzedzi innego pana z chomikiem zaopiekowanym przez Bezimiennego, w ogólnym rozrachunku jest naprawdę bez znaczenia. Co ty na to?

Mysz bez nastroju

wątpiąca aktualnie w świata ratowanie

poniedziałek, kwietnia 13, 2026

Wiadomości z tygodnia

W Irlandii trwają protesty mające na celu obniżenie cen paliwa. Oczywiście dołączyła się skrajna prawica, która wprawdzie jest przeciwko kontroli rządu, gdyż wolność, ale żąda, żeby rząd coś zrobił, ponieważ to nie ona jest w rządzie. Irlandzkim kolokazjom to zapewne wystarcza.

Węgrzy się obudzili. Dosłownie.

No i co ten Leoś w Watykanie wyprawia? :D

Z psychologicznego poletka: jak to się stało, że się stało to, co się stało w/z USA? W artykule The Irish Times autor przywołuje pięć mechanizmów, które mogą wykoleić politykę państwa: iluzja kontroli, podstawowy błąd atrybucji (kulturowo motywowany: ludzie Zachodu przeceniają czynnik indywidualny), spadek IQ w grupie, iluzja wyższości, kompleks boga.

niedziela, kwietnia 12, 2026

Kobiecość

Połączone płcią i stanem niewielkiego posiadania mogą nawet polubić się, pod warunkiem, że żadna się nie wyłamie. Dlatego trzy kobiety wydają się Jadzi sympatyczne, a jedna nie. Sympatyczne, na przykład Madzia, są mniejsze, cichsze i wolniejsze, tak jak Jadzia, a niesympatyczna — większa i głośniejsza. Ona ma najlepsze biurko przy oknie i pierwsza robi sobie kawę, bo jest też najszybsza. Tej kobiecie zupełnie brakuje subtelności, nie mówi może, tak jakby, no wiesz, tylko tak, nie i stanowczo sobie nie życzę, a do tego studiuje zaocznie we Wrocławiu. Trzy mniejsze przeciw większej zbijają się w stado i Jadzia z nimi pobekuje, że lepiej jest być cichą, miłą i kobiecą wśród sobie podobnych kobiecych kobiet, zamiast wychylać się na zebraniach z własnym zdaniem, które one też mają oczywiście, ale trzymają dla siebie i nikomu nie pokażą prócz tych, co mają takie samo. Większa odmawia robienia panom kawy do drugiego śniadania, że to niby nie należy do jej obowiązków, ręce mają, niech sami sobie zrobią, a jak nie wiedzą jak, może im pokazać. Zdaniem miłych i subtelnych, które tak obrabiają, by każdej pasowało, robienie kawy dla panów jest po prostu czymś zupełnie naturalnym i za ten niewielki wysiłek zarabia się komplementy, których kobiecie przecież nigdy dość. (...) Aż dziwne, że mimo braku kobiecości niesympatyczna ma męża. To musi być jakieś homoniewiadomo, decydują sympatyczne i to je cieszy. Robienie kawy dla panów to dla sympatycznych i kobiecych dodatkowa okazja, by niesympatycznej napluć do szklanki z wodą i grzałką, co robią, chichocząc i szczypiąc się z ekscytacji, gdy paćka plwociny trafia w cel.
— Joanna Bator, "Piaskowa Góra", str. 129-130, Znak, 2022.

niedziela, marca 29, 2026

Co jest a co nie jest antysemityzmem?

Ach, częściowo rozmową z Teatralną, a bardziej wczorajszy wpis Dehnela zachęcił mnie do zagadania o czymś, o czym nie piszę, choć dzieje się cały czas. Pisarz m.in z grubsza nakreślił czym jest antysemityzm (równie dobrze opis ten mógłby służyć jako zawężenie dla antypolonizmu czy rasizmu); antysemityzm ...

Jest bardzo konkretnym poglądem: że ludzie mający jakąś etniczność/narodowość są immanentnie gorsi (fizycznie, etycznie, itd.), przy czym chodzi o niezbywalną esencję, a nie np. o kwestie kulturowe (które się zmieniają historycznie i społecznie – wszyscy się zapewne zgodzimy, że Polacy za PRLu mieli większą skłonność do dawania i brania łapówek, niż obecnie, ale nie jest to „cecha narodowa” czy, tym bardziej, niezbywalna cecha leżąca „we krwi”)

U Teatru napisałam w komentarzu mniej więcej:

Krytykowanie rządu Netanyahu nie jest antysemityzmem, to ocena zjawiska, do czego każdy ma prawo. Ale jednak uważam, że poparcie dla Palestyny wśród bardzo młodych ludzi (oraz wśród paru starych bab ;)) za często jest nową odmianą odziedziczonego antysemityzmu. Palestyńczycy są muzułmanami, jednak fiksacja muzułmańska jest w Polsce nadal słabsza od fiksacji żydowskiej i w tym przypadku niektórzy zapominają, jakiego wyznania w większości są Palestyńczycy, bo tak jest im wygodnie (w innym kontekście zapominają, że Jezus był Żydem, bo też tak jest im wygodnie). Jest to bardzo ciekawe zjawisko. Możesz zobaczyć więc jak ktoś w jednym poście łka nad dzieciątkami z Palestyny, a w drugim żąda, aby natychmiast wydalono z Europy te muzułmańskie wszy :)

Jest więc tak, że nienawidząc zarówno Żydów jak i muzułmanów, najpierw używa się tych drugich, żeby zaatakować tych pierwszych, a tych drugich atakuje się już z definicji ... bo przecież "Islam zalewa Europę". 

Podobnie jak ludzie nie rozróżniają rasizmu od uzasadnionej krytyki zjawisk (i żyją w przekonaniu, że nie są rasistami, choć klną na jakieś czarne bydło, robactwo roznoszące choroby i przemoc, mocno przekraczając dopuszczalne w tekstach reguły hiberbolizowania i kręcenia dramy dla rozrywki), nie rozróżniają antysemityzmu od uzasadnionej krytyki. Izrael atakujący Palestynę ze względu na to jak ją atakuje, stoi w tym konflikcie (podobnie jak USA) po ciemnej stronie mocy. Ale to nie znaczy, że Shoa się nie wydarzyło, to nie znaczy, że Żydzi mają małe, złe oczka, garbaty nos i "ja zawsze wiedziałam, że nie można im ufać". Zdaję sobie sprawę, że jako gatunek mamy wrodzoną skłonność do syntezy, a co za tym idzie uogólniania rzeczywistości do prostych haseł (każdy tak ma, tylko może w różnych tematach, ja np. mam bardzo radykalne wyobrażenie o grupie kiboli; mam też zestaw ogólnych haseł, epitetów czy powiedzeń, które czasami przenikają do moich postów i które ze względu na powtarzalność traktuję jak starych znajomych; ci moi lingwistyczni znajomi mogą jednak brzmieć dla postronnych źle, zbyt ostro). Czy rasizm albo antysemityzm mają rozmyte definicje? Raczej nie. Powiedziałabym, że zgodnie z ludzką skłonnością do upraszczania, są one dość precyzyjne i logiczne. Owszem, możemy granice definicji rozmywać, świadomie lub nie, gdy nie podoba się nam przeczucie, że może właśnie wpadamy do brzydkiego wora.

Istnieją Żydzi, wyobraźta sobie ludzie, którzy nie zgadzają się z polityką Netanyahu, nie popierają ataków, uważają, że cała ta wojna jest wielkim błędem (znowu "cała ta wojna" to duży skrót myślowy, konfliktów jest kilka, mam tu na myśli przemoc w Strefie Gazy oraz ostatni atak na Iran). Wydaje się też, że działa tu czynnik oddalenia. Żydzi w USA statystycznie rzadziej popierają wojnę w porównaniu z Żydami, mieszkańcami Izraela, którzy obserwują pewne sytuacje na miejscu (oraz mają mocny fundament w nacjonalizmie wsączanym na etapie szkolnym). Nic nie jest proste.